Zimowe smaki Stambułu: kasztany, salep i boza

Ostatnio postanowiłam zwyczajnie przejść się na spacer po mojej dzielnicy. Nie chciałam znowu tylko wyskoczyć na zakupy, na czym zazwyczaj takie wyjścia się kończą, ale rzeczywiście obejrzeć (niezbyt ciekawą zresztą) okolicę. I tak w trakcie spaceru zaczęłam się zastanawiać, że ta zima w Stambule jest całkiem inna od tej, jaką wcześniej widziałam już w Izmirze. Niby cały czas jestem w Turcji, a jednak jest inaczej.

W Izmirze zima nie jest tak znamienna. Może robi się trochę (!) chłodniej, ale i tak pogoda jest całkiem ładna. Czasem popada deszcz i warto założyć jesienny płaszczyk, ale i tak jest naprawdę przyjemnie. A w Stambule, niestety, można już sobie ponarzekać ;)) Codziennie w drodze na kurs mijam kilkadziesiąt zziębniętych osób, przestępujących nerwowo z nogi na nogę w oczekiwaniu na autobus z włączonym na maksa ogrzewaniem. Oprócz chłodu do mąk dnia powszedniego dołączają się deszcz, bardzo silny (i ciągle zmieniający kierunek) wiatr i nawet śnieg.

zimowe-smaki-2

W tej zimowej aurze nie ma nic piękniejszego niż usiąść w jakimś ciepłym i przytulnym miejscu, rozgrzać się, zjeść i wypić coś ciepłego. I właśnie dotarłam do tego, o czym przede wszystkim chcę w tym wpisie opowiedzieć. W Stambule pogoda skłania jego mieszkańców w pewnym stopniu do zmiany nawyków żywieniowych. I tak jak w Polsce w zimie królują różne grzańce i ciekawe kompozycje herbat, tak tutaj też są różne smakołyki do spróbowania, których w inne pory roku raczej nie będzie nam dane skosztować.

W ciągu dziesięciu minut spaceru w okrytym zimową aurą Stambule mijam więc co najmniej trzy stoiska z pieczonymi kasztanami. W każdej pobliskiej kawiarni (o ile obok jakiejś przechodzę, bo jest ich tu jak na lekarstwo, o czym już wspominałam tutaj…) jako typowo zimowy napój proponowany jest salep. Nawet późno w nocy kuszona jestem smakołykami, bo dość często słyszę o takiej porze nawoływania sprzedawcy buzy…

Ale od początku:

Kasztany

W Polsce jadalne kasztany wydają się specjalnym rarytasem. Większość Polaków pewnie nawet nie ma okazji nigdzie ich spróbować, bo raczej nie są zbyt popularne. W sumie nawet w hipermarketach rzadko widuję kasztany w sprzedaży, a jeżeli już są sprowadzane, to ich cena jest dość zniechęcająca.

Bo kasztany w ogóle są dość drogim rarytasem, nawet w Turcji, gdzie bardzo często widzę ulicznych sprzedawców z pieczonymi kasztanami. Nie wiem w sumie, dlaczego ich cena jest tak wysoka, może są drogie w produkcji? Choć gdzieś czytałam, że w Gruzji jadalne kasztany są całkiem tanie :))

Przyznam, że bardziej niż smak kasztanów, zniewala mnie ich zapach. Czasem aż mam ochotę przystanąć przy takim stoisku i przez chwilę tylko napawać się piękną wonią pieczonych kasztanów. Od razu nabiera się ochoty na spróbowanie tego smakołyku. Nie dziwię się więc, że na bazarze, przy kramie z kasztanami, pali się też malutki grill, od którego unoszą się kuszące przechodniów zapachy.

zimowe-smaki

Sam smak pieczonych kasztanów, niestety, nie dorównuje w moim mniemaniu ich aromatowi. Przypominają orzechy włoskie, ale mają troszkę słodsze i delikatniejsze. Niemniej są fajną przegryzką w zimowe, chłodne wieczory :))

Salep

A do takiej przegryzki zawsze przydaje się coś ciepłego do picia. Czasem mam już dość zwykłej herbaty (albo przeróżnych jej rodzajów) lub kawy i chciałabym się napić czegoś innego. I dobrze jeżeli byłoby to coś rozgrzewającego w chłodne dni. W takich chwilach podgrzewam w małym tygielku szklankę mleka i zalewam sobie swój salep w proszku, który w okresie zimowym można kupić w Turcji w każdym zwykłym sklepie.

zimowe-smaki3

Jednak największą przyjemność daje mi picie dobrze przygotowanego salepu w przytulnej kawiarni. Jest to mleczny, słodziutki napój, który przygotowywany jest ze sproszkowanych bulw storczyka. Zazwyczaj podawany jest z dużą dozą cynamonu, a czasem także posypany orzeszkami. Ja traktuję salep jak deser – słodki, gęsty i rozgrzewający. Idealny na jesienne i zimowe dni. Ogromnie żałuję, że nie sprzedaje się go w polskich kawiarniach. Ale kto wie, może w końcu otworzymy turecką kawiarnie w Polsce (czasem o tym rozmawiamy ze znajomymi) i tam będziemy podawali nasz własny salep ;))

Buza

No i mamy kolejny deser. Jeżeli ktoś z Was czytał genialną powieść Orhana Pamuka Dziwna myśl w mej głowie, to już nie potrzebujecie żadnego wyjaśnienia na temat buzy (tur. boza). Głównym bohaterem tej powieści jest właśnie sprzedawca buzy – bozaci (czytaj bozadży), który w nocy chodzi po ciemnych ulicach Stambułu i woła na cały głos nazwę sprzedawanego napoju.

Jestem całkowicie oczarowana powieścią Orhana Pamuka i, kiedy pierwszy raz usłyszałam nawoływania sprzedawcy buzy, natychmiast zdecydowałam się kupić trochę tego napoju na spróbowanie. Co ciekawe, buzę sprzedaje się na kilogramy, bo jest to wyjątkowo gęsty napój. Ja w sumie jadłam go jak deser, nie piłam, tylko wybierałam go łyżeczką ze szklanki.

Buza to słodki, lekko kwaskowaty napój ze sfermentowanej kukurydzy i często podaje się go z prażoną ciecierzycą. Podobno zawiera bardzo małą ilość alkoholu, ale ja go w ogóle w swoim kilogramie buzy nie wyczułam.

zimowe-smaki-1
fot. istanbulfoodies.weebly.com

Dla osób, którym raczej nie chce się czekać do późnych godzin nocnych na sprzedawcę buzy, musi wystarczyć wersja, która sprzedawana jest w sklepach. Ostatnio specjalnie chwyciłam butelkę z napojem, żeby zobaczyć, czy ta buza będzie tak samo gęsta, jak ta kupiona od bozacego. Konsystencja napoju przypominała jednak raczej kefir niż budyń.

Podobno buza znana też jest w rejonach Białegostoku, ale w trochę innym wydaniu. Ciekawe, czy gdzieś tam można się jej jeszcze napić :))

Szkoda, że nie każde miejsce ma takie swoje własne smakołyki. Uwielbiam takie miejscowe i sezonowe łakocie. Ciekawe, czym mnie jeszcze Turcja pod tym względem zaskoczy ;))

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Spróbowałabym wszystkiego!:)
    A do Białegostoku niedługo się wybieram, więc będę wypatrywać buzy;)

    • Ola

      Napisz koniecznie, czy jakąś buzę tam zobaczysz! Sama z chęcią wybrałabym się do Białegostoku 🙂

  • Jesteś okropna, bo narobiłaś smaku na rzeczy, które tutaj nie dostanę;p No może ewentualnie gdzieś dopadnę kasztany.

    • Ola

      Haha, w Polsce rzeczywiście ciężko o te rzeczy 🙂 Raz szukałam salepu i znalazłam go w jakimś tureckim sklepie w Warszawie, ale, niestety, nie był zbyt smaczny. Do tego jaki można dostać w Turcji niestety się nie umywał 🙂

      • Może prędzej w jakiejś tureckiej knajpie… Ale nawet nie wiem gdzie by można taką było znaleźć.

  • O temat dla mnie 😀 Uwielbiam kasztany, we Włoszech też są popularne zimą. I masz rację, zapach kasztanów jaki unosi się od małego kramiku jest powalający! Od razu mam ochotę kupić 3 porcje 🙂 O dwóch kolejnych deserach nie słyszałam, ale z tego co opisujesz muszą być bardzo dobre – zwłaszcza zimą :)) Myślę, że szczególnie do gustu przypadłby mi salep 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Ola

      Salep jest przepyszny 😉 Choć czasem można trafić na jakieś paskudztwo, niestety. Moim zdaniem powinno się go sprzedawać wszędzie. Dziwię się, że nie jest popularny w innych krajach, bo podobno kiedyś nawet w Polsce był dostępny 🙂

  • Wyglądają niesamowicie… Nawet nie liczę na to, że uda się u nas dostać salep czy buzę, ale pieczone kasztany czasami się pojawiają i kosztują krocie. 🙂 Kusi mnie, żeby ich spróbować, to takie niezwykłe już z samej nazwy – jedzenie kasztanów.

    • Ola

      To prawda, dla mnie to też trochę dziwaczne. Ale przyznam się, że w Polsce to dla mnie te pieczone kasztany to trochę zbyt droga impreza. Zbyt dużo jest lepszych i tańszych smakołyków do jedzenia, żeby akurat na kasztany się wykosztowywać 🙂 Tutaj jem tylko, bo są tańsze i jeszcze ich zapach jest naprawdę genialny 😉

      • Faktycznie, tanie nie są. Ale wiesz co, jest jedna rzecz z kasztanami, którą kiedyś jadłam i która jest po prostu obłędnie przepyszna – tarta z francuskiego ciasta z kremem z kasztanów, gruszkami i syropem klonowym. Jeśli miałabyś kiedyś okazję spróbować to naprawdę zrób to. 🙂

        • Ola

          Brzmi smakowicie 😀 Ale do zrobienia takiej tarty potrzebuję gości, bo inaczej z pewnością sama wszystko zjem 😀

  • Ewa Tarnowska

    Zjadłabym wszystko 😀 szczególnie te kasztany wyglądają zachęcająco 😀

    • Ola

      No ja wiem, że zjadłabyś 😀 Hehe, w sumie mogłam przywieźć takie nieugotowane na święta, ale teraz to już po ptakach 😉