5 rzeczy, które natychmiast sprowadziłabym z Turcji do Polski

ayvalik-12

Jestem już od ponad miesiąca w Polsce. O pewnych rzeczach, które chciałabym, żeby były także w Polsce wiedziałam już od dawna. Inne dostrzegam dopiero za każdym kolejnym przyjazdem i dziwię się, że jeszcze nic się pod tym względem nie zmienia. Oczywiście jest wiele rzeczy, które przede wszystkim przeniosłabym z Polski do Turcji, ale przyznam, że na razie jakoś pozytywny rozwój Polski bardziej leży mi na sercu ;))

 

Z początku chciałam wymienić 10 różnych rzeczy, ale wpis rozrósłby się do niewiarygodnych rozmiarów, postanowiłam więc na razie (!) ograniczyć się do pięciu.

 

  1. Transport publiczny

Tak, przede wszystkim sprowadziłabym do Polski tureckiej autobusy. Ale zdecydowanie nie te miejskie ;)) Chodzi mi o pojazdy, które kursują na dłuższych trasach. Potrafię już sobie odpuścić to, że w tureckich autobusach są komputerki z grami i filmami, no i oczywiście mamy drobne przekąski i napoje w cenie biletu (pisałam kiedyś o tym tutaj). Na takich luksusach mi nie zależy. Wystarczyłoby mi w zupełności, gdyby, na wzór tureckich kierowców, nigdy nie pozwalano na przejazdy na stojąco. I nie chodzi o to, że jestem tą jędzą, która akurat ma miejsce siedzące i przeszkadza jej stojąca obok (albo raczej wpół wisząca na oparciu) pasażerka. Sama nie raz nie dwa byłam zmuszona do takiej jazdy i nie jest to najwspanialsze doświadczenie mojego życia. Raz stałam w autobusie całe osiem godzin – nie polecam ;))

 

Zresztą przytoczę tutaj historię mojej ostatniej podróży w polskim busie (proszę nie mylić z nazwą firmy;)). Pojechałyśmy z koleżanką na krótki wypad w góry. Z powrotem wracałyśmy małym busikiem. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy w nasz bus uderzył inny pojazd. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale z busa musieliśmy wysiąść, bo nie nadawał się do dalszej jazdy. Kierowca wskazał nam najbliższy przystanek. Razem z resztą pasażerów udałyśmy się we wskazanym kierunku, naiwnie myśląc, że to właśnie tam zostanie podstawiony bus tej samej firmy. Nic bardziej mylnego. Nie dość, że nie otrzymaliśmy pieniędzy za niewykorzystane bilety, to do tego kierowca zostawił nas na lodzie i musiałyśmy wsiadać do innego busa. No i znowu zapłacić za bilet! Co najgorsze, dopiero, kiedy już wsiadłam i kupiłam bilet, zorientowałam się, że w busie nie ma już miejsc siedzących. Zresztą nie tylko dla mnie, ale także dla kilku innych osób. Kierowca nic sobie z tego nie robił, a że moja koleżanka stała z tyłu i dzieliły nas jakieś trzy, cztery inne stojące osoby, to nie zdołałam się z nią porozumieć, że lepiej chyba zwrócić nasze bilety i wysiąść, żeby jak człowiek poczekać na inny bus. Byłam potwornie wściekła na siebie, ale jeszcze bardziej na cały ten system, który wrzucił nas w tę sytuację. Na szczęście w Turcji jest to nie do pomyślenia!!!

 

  1. Wegetariańskie jedzenie na mieście

 

Powiedzmy, że w Polsce jest i tak coraz lepiej, ale wciąż w Turcji wegetarianin może zjeść na mieście (i nie tylko w stolycy i największych miastach) ciekawe danie, bez zbędnych komentarzy, wyjaśnień i wydawania na posiłek miliona złotych ;)) Zresztą pisałam o tym kiedyś tutaj.

 

  1. Pikniki

 

Niektórzy to chwalą, jeszcze inni nienawidzą, ale ja jestem zdecydowanie w tej pierwszej grupie. Turcy to niezaprzeczalnie piknikowy naród i prawdziwa turecka rodzinka potrafi rozłożyć kocyk choćby na skromnym trawniczku pomiędzy niezwykle ruchliwą drogą, a ogromnym centrum handlowym.

Mimo że wystarcza im taki skrawek zieleni, to się nie ograniczają do tego i najbardziej oblegane są specjalne parki, przeznaczone właśnie do robienia tam pikników połączonych z grillem i parzeniem herbaty. Już kilka razy byłam na takim śniadaniu + obiedzie ze znajomymi i za każdym razem świetnie się bawiłam :)) Choć zdecydowanie najlepiej jest nad brzegiem morza! Polecam, choć ponarzekam jeszcze, że Turcy po tym swoim piknikowaniu zostawiają w parkach niebosiężny syf. I tego już nie radzę powielać!

 

  1. Otwartość

 

Wszędzie na świecie znajdziemy rasistów i ludzi z alergią na wszelką inność, ale na szczęście w Turcji jest ich zdecydowanie mniej. Albo mają większe opory przed wypowiadaniem chamskich komentarzy. W Polsce niestety od kilku lat jest z tym coraz gorzej! Ciągle słyszę od znajomych, że boją się zaprosić turecką rodzinę, przyjaciół i znajomych do Polski, bo nie dość, że muszą wstydzić się za rodaków, to jeszcze zwyczajnie boją się wyjść na ulicę… Sama też kilka razy brałam udział w bardzo dziwnych rozmowach, na co żaliłam się w innym wpisie.

 

  1. Służba zdrowia

 

Zastanawiałam się czy o tym pisać, bo to zawsze taki ryzykowny temat, a dla innych może zwyczajnie nudny ;)) Nie jestem żadnym specjalistą w tym zakresie, ale zauważam kilka pozytywnych rzeczy jako pacjent. Kolejki są dużo krótsze. Do lekarza (także specjalisty) zapiszemy się przez internet. Lekarz kieruje cię na badania? Poklika w systemie, zgłaszasz się w odpowiednie miejsce z numerem dowodu i już idziesz do gabinetu. Funkcjonują także e-recepty. Lekarz znów coś poklika, da Ci kartkę, na której napisze tylko nazwę leku i dawkowanie, a w aptece musisz podać tylko numer dowodu, bo aptekarz sprawdza receptę w systemie. Ot, kilka rozwiązań, które przydałoby się wprowadzić także u nas. No i aborcja jest legalna, ale to już dla wielu zbyt drażliwy temat ;))

 

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Mieszkam w Stambule. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Cóż, też chętnie przeniosłabym wszystkie te rzeczy do Polski. 🙂 Plus prawdziwą turecką chałwę w ilościach zaporowych – najchętniej tylko do mojego mieszkania. 😉

    • Ola

      Ahaha, ja aż tak chałwy nie lubię, ale nie powiem, nie jest zła ;D Podobno najlepsza jest na ciepło, taka rozpuszczona, choć jeszcze nie zdarzyło mi się próbować 🙂

      • Też nie próbowałam – muszę sprawdzić. 🙂 Znalazłam ostatnio przepis na sernik chałwowy, to może być dobre!

  • Bardzo fajny wpis. Co do otwartości to taka prawda. Ostatnio jak byłam w Turcji bardzo często wraz ze znajomymi i naszym znajomym Turkiem byliśmy pytani czy nie potrzebujemy pomocy, czy wszystko w porządku. Generalnie ciągle uśmiechnięci i w komunikacji miejskiej często zgadywali. Są bardzo otwarci i gościnni. Szkoda że nie mogłam tylko przytakiwać, bo tureckiego niestety nie znam. 🙂

    • Ola

      A to mnie akurat bardzo zdziwiłaś, ale pozytywnie 😀 Do mnie na razie jeszcze nikt w komunikacji miejskiej nie zagadał – nie licząc jednej Rosjanki i Kazaszki, które chciały się dowiedzieć skąd jestem. W ogóle często rosyjskojęzyczne osoby do mnie zagadują, co bardzo lubię, bo mogę sobie rosyjski poćwiczyć 😀 Za to Turcy jakoś trzymają się na dystans, czasem tylko starsi panowie mnie strofują na promie, że za dużo cukru dodaję do herbaty 😀

      • To fakt, nawet przez niecałe 2 tygodnie w Turcji częściej uważali mnie za Rosjankę niż za Polkę (raz za Niemkę i Francuzkę). Generalnie oni tam mają wszystko takie słodkie więc w sumie nie dziwię się że herbaty już aż tak nie słodzą. 🙂

  • rudawstazka.wordpress.com

    Jedzenie, zdecydowanie jedzenie 😀

  • E-recepty fajna sprawa i umawianie się do lekarza przez internet 🙂