O tym jak turecka biurokracja zatrzymała mnie w Polsce

Przede wszystkim chciałabym przeprosić za dłuższą przerwę. Niestety, ciągle przedłużający się pobyt w Polsce poskutkował złapaniem potwornego lenia. Dołączyły jeszcze do tego święta i odwiedziny rodziny, które na dłużej wybiły mnie z mojego blogowego rytmu. A jak już się wybiłam, to musiałam się całkowicie odciąć i obejrzeć od pierwszego do ostatniego odcinka jakiś głupiutki serial. Trafiło na Plotkarę. Niby serial dla nastolatek, ale miałam kilka dni jak z życia wyjęte ;))

Tylko dlaczego ja cały czas siedzę w tej Polsce? Nie ma to jak wziąć ślub, ale potem spędzać więcej czasu na odległość niż razem. W ciągu prawie czterech miesięcy mieszkałam ze swoim mężem raptem czterdzieści dni! Pomijam pierwszy miesiąc, który spędziłam zajmując się bratem, bo to nie jest nic problematycznego. Ale kiedy we wrześniu wyjeżdżałam na dwa, trzy tygodnie do Polski, to nie sądziłam, że doczekam tutaj listopada!

Przyjechałam do Polski, bo mój mąż musiał zmienić miejsce pracy i przenieść się do innego miasta. Tam miał szybko znaleźć mieszkanie i przynajmniej w niewielkim stopniu je urządzić. Ale wyszło jak wyszło. Już samo wytłumaczenie całej tej sytuacji jest bardzo czasochłonne, ale spróbuję wyjaśnić o co chodzi.

W Turcji utworzono specjalny program dla studentów. Miał on na celu wykształcenie nowej kadry uniwersyteckiej. Do programu zgłaszały się więc uniwersytety, które nie miały jakiegoś wydziału, na przykład ochrony środowiska, ale chciały go otworzyć. Potrzebowałyby więc pracowników naukowych. Studenci mogli zgłaszać się do programu już po studiach licencjackich. Państwo miało im zagwarantować studia magisterskie i doktoranckie na wybranym uniwersytecie państwowym (takim, który posiada dany wydział). Studenci za to studiują i pracują jednocześnie jako asystenci wykładowców. Po ukończonych studiach  przenoszą się na uniwersytet, który potrzebuje pracowników. W przypadku mojego męża jest to uniwersytet w Gaziantepie.

Problem jest jednak w tym, że w związku z nieudanym przewrotem wojskowym, likwidacją wielu uniwersytetów i zwolnieniami wśród pracowników naukowych, postanowiono zamknąć program, dzięki któremu pracuje mój mąż. Pozmieniano nawet prawo, żeby uniwersytety bez żadnych konsekwencji mogły zwalniać takich studentów. Na wylocie byli przede wszystkim ci, którzy właśnie ukończyli jakiś etap – studia magisterskie lub doktoranckie. Nie kontynuowali studiów, więc łatwiej było ich wyrzuć ;)) Oczywiście, mój mąż dokładnie w kilka dni po wprowadzeniu możliwości zwalniania studentów z tego programu, obronił swoją pracę magisterską.

Uniwersytet w Gaziantepie przez pierwsze dni nie dawał mu odpowiedzi, czy może aplikować na studia doktoranckie, czy raczej powinien zacząć składać swoje CV w innych miejscach. W końcu w ostatni dzień naboru pozwolono mu złożyć aplikację. Okazało się, że mąż dostał się na uniwersytet w Stambule. Tylko co z tego, skoro nagle nie chciano wydać mu z Gaziantepu części dokumentów potrzebnych w procesie rekrutacji? Ja już wtedy byłam w Polsce, przekonana, że mąż w ciągu kilku dni złoży wszystkie dokumenty, rozpocznie studia w Stambule i będziemy mogli szukać mieszkania. Jasssne.

Okazało się, że wszystkich studentów na delegacji wzywają do Gaziantepu. Zamknięto tam inną uczelnię, dlatego wszyscy jej studenci zostali przeniesieni na uniwersytet mojego męża. Z musu został otworzony wydział, na którym właśnie mój mąż miał później pracować. Władze uniwersytetu zdecydowały więc, że najlepiej będzie, jeżeli mąż w Gaziantepie będzie pracował jako asystent, a do Stambułu jeździł tylko na zajęcia. Co tydzień. I dziekan nie widział problemu w tym, że trasa ze Stambułu do Gaziantepu wynosi ponad tysiąc kilometrów!

Zaczął więc tak jeździć w tą i z powrotem. Bez wynajętego mieszkania i ostatecznej decyzji dziekana, bo on postanowił się jeszcze nad jego przypadkiem zastanowić. Oczywiście, dodatkowych pieniędzy na przejazdy też nie uświadczył. W sekretariacie proszono go nawet, żeby ze Stambułu przywiózł dla dziekana jakieś smakołyki, bo wtedy będzie się im wszystkim lepiej myślało nad jego sytuacją!

W ciągu kilku dni otrzymał jeszcze list ze Stambułu, że jeżeli nie będzie studiował i pracował jako asystent na jednym uniwersytecie, to nie będzie mógł kontynuować studiów. Według litery prawa dziekan nie mógł zatrzymać go przy sobie w Gaziantepie i powinien wydać zgodę na jego delegację. Ale wciąż nie dawał za wygraną.

Mój mąż wystosował więc list do ministerstwa, w którym opisał swoją sytuację. Wysłanie oficjalnej petycji z Gaziantepu trwało oczywiście tydzień, bo wszyscy ważniejsi pracownicy musieli ten list przeczytać i zaaprobować. Wszyscy wiedzieli jaka będzie odpowiedź ministerstwa, ale i tak wciąż nie pozwalali mojemu mężowi na wyjazd do Stambułu. I nawet kiedy już przyszła decyzja, że kontynuacja studiów jest najważniejsza i ma odbywać się w Stambule, to znów władze uniwersytetu w Gaziantepie musiały spędzić tydzień na przejrzenie i akceptację decyzji.

Teraz, kiedy mój mąż jest już w Stambule, nastała sesja (bo w Turcji na wielu uniwersytetach są egzaminy w połowie semestru). I zamiast szukaniu mieszkania, cały wolny czas poświęca nauce. A ja siedzę w Polsce, nie wiem co ze sobą zrobić i czekam. Fajnie jest się relaksować przez pierwsze trzy tygodnie, a potem cała ta sytuacja zaczyna się robić irytująca. Ale co tam! Mogę mieć tylko nadzieję, że polecę do Stambułu jeszcze w listopadzie ;))

Może polecicie jakieś fajne seriale, które urozmaicą mi czas? ;))

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Mieszkam w Stambule. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • No to rzeczywiście niezbyt ciekawa sytuacja. Ale liczę, że teraz wszystko już będzie dobrze i będziesz mogła jak najszybciej jechać do męża:)

    • Ola

      Dziękuję, też mam takie nadzieje 😀 Na szczęście już wszystko idzie ku lepszemu 😉

      • I całe szczęście:)

  • Wow, nieźle, nieźle. Zamieszanie spore, kłopotów w jego rozwiązywaniu również. Taki dystans jest bardzo duży, podziwiam Twojego męża, że go pokonywał. Mam nadzieję, że szybko wszystko wróci do normy, a Ty będziesz mogła w końcu się przeprowadzić i zamieszkać u boku męża w pięknym Stambule 🙂

    • Ola

      O dziwo, nagle wszystko zaczęło iść do szybko 🙂 Dzisiaj kupuję bilety do Stambułu i pewnie za dwa tygodnie tam będę :)) Dziękuję za wsparcie! :))

  • Ale cyrk…Dobrze, że w końcu wyszło na Wasze.
    Szybkiego powrotu do Turcji!:)

    • Ola

      Dziękuję! Na szczęście zostało mi już tylko kilka dni i czas na Stambuł 😉

  • Matko kochana, ale sytuacja, zamieszanie, jakby działanie na złość…W sumie aż ciśnie się pytanie na usta, jak oni tak mogą? Przecież to niedopuszczalne, a te czekoladki, że lepiej będą patrzeć…ech! Dobrze, że już niedługo wylatujesz, bo serio z Twojego opisu mega niefajnie to wygląda…

    • Ola

      Czekoladki to jeszcze pół biedy, przynajmniej pieniędzy nie przynoszą… Na szczęście już niedługo wylatuję – nie mogę się doczekać :))

  • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    Olu, strasznie mi przykro, mam nadzieję, że ta sytuacja szybko się ustabilizuje i w końcu będziecie razem. Widzę, że bilety już masz także jeszcze 2 tygodnie. Podziwiam też Twojego męża, że tak się nie poddawał, jego determinacja na pewno bardzo tutaj pomogła. 🙂
    A jeśli chcesz jakiś serial w licealnych klimatach to polecam Pamiętniki Wampirów, tyle wzruszeń mnie przy nich spotkało. 😀

    • Ola

      Pamiętniki Wampirów? Haha, nie sądziłam, że aż do tego musi dojść 😛 Nie wiem, jakoś tak wampiry mnie nie kręcą, ale może obejrzę z braku laku! A co do biletów, to już kupiłam i ogromnie się cieszę. Już tylko dziewięć dni i wylatuję ^^

      • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

        Super, bardzo się cieszę 🙂 Wiem, wiem, ale to jednak mimo wszystko nie Zmierzch! 🙂

  • wiesz co? ta sytuacja chyba mi własnie uświadomiła, że polityka jednak ma spory wpływ na nasze życie… mam nadzieję, że w Polsce nigdy nie dojdzie do takich sytuacji, choć kiedy idę sobie warszawskimi ulicami, to widzę plakaty „nie zamykajcie naszego gimnazjum!” rozwieszone na szkolnych płotach.

    • Ola

      No tak, moje krakowskie liceum też planują zamknąć. Bo nowym władzom nie bardzo się podoba jej idea i niepowtarzalny klimat. Cóż… Zresztą Polska powoli zmierza w stronę Turcji pod tym względem 🙁

      • oby nie zdążyła tam dotrzeć, może ktoś to kiedyś powstrzyma…