Tureccy goście i turecka gościnność – czy mogą nas czymś zaskoczyć?

Nie jestem typem, który często przyjmuje gości. Nie prowadzimy domu otwartego, z którego jedna osoba wychodzi, kiedy druga akurat wchodzi. Nie znaczy to jednak, że nie lubię, kiedy znajomi do nas wpadają. Staram się wtedy do podjęcia ich jakoś przygotować, ugotować coś smacznego, ogarnąć dom, żeby wyglądał w miarę schludnie (przynajmniej na moje standardy). No i zastanawiam się co zrobić, żeby gość czuł się u nas jak najlepiej :)) W przypadku polskich gości, wiem raczej, czego się spodziewać. Jeżeli zaś chodzi o gości z Turcji, jestem czasem zaskoczona i nie zawsze jestem pewna jak powinnam się zachować.  A co bywa tak zaskakujące?

Co rodzina, to inne zachowania

Nigdy nie możemy spodziewać się, co nas spotka ;)) Jak świat światem w żadnym kraju nie zdarza się tak, żeby ludzie byli tacy sami. Jednak w Turcji czasem mi się zdaje, że w każdej rodzinie występują całkiem inne zasady i podejście do życia. Bywają rodziny bardziej lub mniej religijne i to również będzie rzutować na sposób, w jaki się do nas odnoszą, albo podejmują nas jako gości. Są rodziny całkowicie oderwane od religii, ale za to mają dość hierarchiczne podejście do życia i stosują w życiu różne zasady, o których nawet byśmy nie pomyśleli. Kto by pomyślał na przykład, że dla jakiegoś starszego pana może być obraźliwe, że w jego obecności młodsza od niego osoba (bez względu na płeć) zakłada nogę na nogę? Zaraz potem może wpaść do nas znajomy, dla którego takie zachowania są tak samo nieczytelne jak dla nas. Więc jak na razie Turcja nauczyła mnie przede wszystkim tego, że rzadko czego mogę się spodziewać i zawsze coś mnie zaskoczy ;)) Ważne tylko, żeby się tym za bardzo nie przejmować. W końcu mała gafa zdarza się każdemu, a obcokrajowcom zawsze więcej się wybacza (podobno!). I nie ważne, czy akurat to my podejmujemy gości, czy ktoś podejmuje nas.

Mężczyźni siedzą, kobiety usługują

To jest chyba największa zmora, którą staram się tępić. Siedzi sobie taki basza w fotelu i panie kręcą się wokół niego jak fryga. I nie znaczy to, że akurat ten basza jest gościem. Czasem to on właśnie przyjmuje usługującą mu panią u siebie. I wcale nie uwłacza mu, że goszczona przez niego kobieta krząta się po jego kuchni, podaje mu herbatę, a czasem nawet sprzątnie. No cóż, trochę mu się nie dziwię, bo jeżeli sama chce, to kto by nie korzystał?

Inaczej jednak jest, kiedy taka ja, która usługiwaniem kuzynowi męża raczej nie chce się zajmować, nagle znajdzie się w takiej sytuacji. Przyjeżdżam w gości, siadam przy stole, a po pięciu minutach ktoś mnie woła z kuchni, żebym przyszła pomagać. I pada na mnie nieprzychylny wzrok wszystkich panów, którzy są wielce zdziwieni, dlaczego w ciągu tych pięciu minut nie zdołałam zorientować się w swoich kuchennych powinnościach.

Oczywiście, jest to wersja dość skrajna, choć może być nawet gorzej. Nie byłam co prawda jeszcze na takiej wizycie, ale zdarzają się imprezy, które odbywają się oddzielnie dla kobiet i dla mężczyzn. I tylko panie od czasu do czasu wpadają do męskiej części towarzystwa, żeby przynieść, wynieść i opcjonalnie pozamiatać okruszki ;)) Szczególnie jest to przykre, jeżeli w towarzystwie jedyną osobą umiejącą się z Tobą dogadać jest akurat przedstawiciel płci męskiej. A Ty jak ta mimoza i tak musisz spędzić kilka godzin na tureckim kazaniu, którego w ogóle nie rozumiesz. Bo przecież dla wielu osób nieznajomość języka lub zwyczajnie niechęć przebywania wyłącznie w żeńskim gronie nie jest żadnym argumentem.

 

Gdzie kucharek sześć

No i właśnie, wyobraźcie sobie, że macie gości. Może nawet są to osoby, które pierwszy raz widzicie na oczy. I nagle okazuje się, że żeńska część gromadnie przeniosła się do waszej maleńkiej kuchni. Wy stoicie gdzieś koło drzwi, nawet nie macie możliwości, żeby dopchać się do jednej z szafek. I tylko widzicie jak te wszystkie kobiety wyjmują sobie wszystko na co im przyjdzie ochota, penetrują szuflady i lodówkę.

W sumie można podejść do tego na dwa sposoby – albo wygodnie rozciągnąć się na kanapie i czekać na podanie herbatki i może jakichś przekąsek, albo właśnie starać się jakoś ten kobiecy tłum w kuchni ogarnąć i przejąć nad nimi władzę ;)) Mnie w sumie to pomaganie za bardzo nie przeszkadza, choć nie do końca lubię, kiedy ktoś mi tak bezpardonowo grzebie po szafkach. Przynajmniej mam jakąś pomoc i nie muszę wszystkiego robić sama.

Z drugiej zaś strony nie potrafię zaakceptować tego, że czasem, kiedy do swojej własnej kuchni przychodzi mój mąż, żeby np. wziąć piwo z lodówki dla kolegów, znajdzie się jakaś nadgorliwa pani, która chce go z kuchni wyrzucić. Bo przecież zaraz jedna z kobiet weźmie to piwo i im poda, a on jako mężczyzna może im wydawać rozkazy i potulnie czekać na kanapie. Jednocześnie wysługiwanie się innymi kobietami kompletnie jej nie przeszkadza.

Wydzielone porcje kontra jeden talerz dla wszystkich

Tak jak wiele jest różnych osób i stylów bycia, tak wiele może być opcji podawania jedzenia. Możemy trafić jako gość do domu, w którym jemy „normalnie” przy stole, nakładamy sobie sałatkę na nasz osobny talerz i mamy cały zestaw sztućców. Innym razem będziemy siedzieć na podłodze przy specjalnym obrusie do jedzenia, po turecku „sofra”. Zamiast osobnego talerza dostaniemy tylko łyżkę i wraz z innymi będziemy posilać się ze wspólnych misek pełnych jakichś pyszności.

Jeszcze inną opcją, mniej obiadową, jest opcja przypominająca krótkie przyjęcie na kawę lub herbatę. Nikt wtedy nie siada przy wspólnym stole lub sofrze, ale goście rozkładają się na kanapach. W pobliżu rozkłada się wiele małych stolików. Jakiś deser, owoce lub cokolwiek na przekąskę podaje się wtedy każdemu na osobnym talerzyku. Mamy więc na wstępie wydzieloną porcję i nie możemy sobie wybrać, czy chcielibyśmy mniej lub więcej.

Podniebienie tureckiego pieska

To jest chyba najbardziej stereotypowa cecha wielu mieszkańców Turcji. Wielu niestety akceptuje wyłącznie smaki i dania, które już zna. Nie chce nawet próbować nowości i na sam ich widok odstawiają talerz.

Kiedyś, w zamierzchłych czasach mojego Erasmusa w Izmirze, urządzałyśmy z koleżanką polski obiad. Wtedy jeszcze nie rozumiałyśmy tureckiego na tyle, żeby poznać wszystkie niepochlebne komentarze jakimi dzielili się nasi goście ;)) Mój jeszcze wtedy chłopak, a obecnie mąż, zjadł wszystko bez mrugnięcia okiem i potem przetłumaczył mi rozmowę uczestniczących w obiedzie gości. Zdecydowanie nie były to słowa, których się z koleżanką spodziewałyśmy. Jednym z największych problemów było to,  że coś pływało w zupie, a przecież każdy szanująca się osoba zupy miksuje na gładką masę. Ogółem panowało oburzenie, że dlaczego będąc w Turcji urządziłyśmy gościom obiad tak mało turecki. Cóż. Co kto lubi. Ja też czasem jestem wybredna i wielu rzeczy nie zjem, więc nie widzę problemu. Ale czasem trudno być obojętnym, kiedy jedna z koleżanek na widok polskiego jedzenia robi wielkie oczy, nawet nie próbuje, i idzie do kuchni odgrzać sobie tureckie danie kupione wcześniej w sklepie na rogu ;))

Wizyty z zaskoczenia

Mnie osobiście spotkało to tylko raz, ale za to w najgorszym możliwym momencie. Właśnie pakowaliśmy walizki z mężem, żeby z Izmiru pojechać na weekend do Stambułu. I wtedy zadzwonił kuzyn męża, że w ciągu pięciu minut będzie pod jego domem i niech znajdzie mu jakieś miejsce parkingowe. Wszystko byłoby w porządku, gdyby to był kuzyn, który mieszka przynajmniej w tym samym mieście. Jednak on zrobił nam niespodziankę przyjeżdżając z Austrii – na dwa tygodnie.

Zazwyczaj normą są niezapowiedziane odwiedziny sąsiadki, która wpadła sobie poplotkować lub obejrzeć serial. Moja teściowa sama bardzo rzadko się zapowiada, kiedy idzie do swoich koleżanek. Niektórzy to lubią, niektórzy bezustannie krytykują. Dla mnie jednak przesadą jest przyjeżdżanie bez zapowiedzi na kilka dni.

Im dłużej tym lepiej

Wizyty gości bardzo często przeciągają się w nieskończoność. Czasem wszyscy świetnie się bawią, prowadzą ożywione rozmowy, słuchają muzyki i tak dalej. Innym razem za to kilkanaście godzin siedzą w ciszy, patrzą się beznamiętnie w telewizor i omawiają non stop te same utarte tematy. Swoją drogą niektórzy są mistrzami takich rozmów o niczym – ja wysiadam po pięciu minutach takiej gadki i kompletnie nie wiem, o co jeszcze mogłabym zapytać.

Mam też wrażenie, że taka cisza i bezczynne siedzenie w jednym pokoju kompletnie nikomu nie przeszkadza. Ja po godzinie jestem już psychicznie wykończona, a reszta jest zachwycona swoją obecnością lub po prostu znosi to siłą wieloletniego doświadczenia. Wiele razy byłam na wizycie, w trakcie której nie odezwałam się ani słowem. Po kilku godzinach takiego wspólnego milczenia, przerywanym tylko pytaniami o to, czy chcemy następną herbatę, goszczące nas osoby namawiały nas gorąco, żebyśmy zostali dłużej, a najlepiej jeszcze nocowali.

 

Jako widać, co kraj to obyczaj, i nie zawsze możemy być pewni czego się spodziewać po naszych gościach lub jak się zachować, kiedy to my idziemy w odwiedziny. Ja opisałam tylko kilka rzeczy, które mnie zaskoczyły lub po prostu doświadczyłam na własnej skórze. Na pewno jest jeszcze wiele pominiętych przeze mnie spraw – mam tylko nadzieję, że są to zazwyczaj pozytywne doświadczenia!

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Mam wrażenie, że to trochę tak, jak musiały wyglądać odwiedziny za czasów naszych rodziców…

    • Ola

      Hahha, też mam czasem takie wrażenie. Ale pamiętam imprezki u dziadków nawet, kiedy byłam bardzo malutka i było tysiąc razy żywiej i ciekawiej – to chyba największy problem dla mnie na tureckich imprezach. A co do usługiwania, to w niektórych rodzinach w Polsce taki system funkcjonuje bardzo sprawnie. Ja bym nie wytrzymała 😀

      • Wiesz, czasem to jest wręcz niezauważalne dla samych zainteresowanych – jakoś tak samo wychodzi, że kobiety wstają od stołu i zbierają talerze… Taka kultura, ale dobrze, że to się zmienia.