Kilka pytań i rozważań na turecko-toaletowe tematy

Wreszcie dostałam wiatr w moje blogowe żagle. Już od dawna w tym temacie mam wiele własnych przemyśleń, pytań i morze irytacji, ale jakoś jeszcze nie zdecydowałam się na przynajmniej częściowe omówienie moich turecko-toaletowych rozmyślań.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie jednak wpis na Facebooku Wiśni z bloga Wiśnia ogląda tureckie seriale, który zresztą bardzo polecam nie tylko fanom tureckich seriali ;)) Pozwólcie, że zacytuję wpis:

„Jestem ciekawa, czy was też kiedyś naszła taka refleksja, dokąd oni w tym pałacu chodzą na tzw. psi psi?

Albo dlaczego nie ma takiej sceny, że ktoś pyta „Gdzie jest Sułtan?”, na co Sułtanka Matka mogłaby odpowiedzieć „A wyszedł właśnie do WC, ale zaraz wróci”.

Albo dlaczego wśród rozlicznych trucizn nikt jeszcze nie wpadł na to, żeby do zupki dosypać komuś jakiegoś sralutanu, po którym bohater, którego chcemy się pozbyć, umarłby na skręt kiszek?

To są te pytania…”

No i zaczęłam się zastanawiać. Czy kiedy byłam w pałacu Topkapi widziałam jakieś toalety? Przyznam, że nie pamiętam. Za to już w Pałacu Dolmabahce było ich bardzo dużo i wszyscy się im przyglądali (o ile zdążyli w trakcie biegu przez pałac w ogóle je zauważyć, ale o tym więcej tutaj).

toalety
Jak Wam się podoba taka skromna umywaleczka?

Pamiętam, że w trakcie oglądania tych toalet i łazienek powstała mi w głowie jedna myśl. Ciekawe, że w pałacu wybudowanym częściowo na europejską modłę, łazienki i toalety były całkowicie w tureckim stylu. Tylko o co chodzi w tym stylu?

Otóż tureckie toalety, te tradycyjne, nazywane a la turka, nie mają klozetu. Wchodząc więc do takiej łazienki zobaczymy tylko dziurę w ziemi ze specjalnie wyznaczonym miejscem na postawienie stóp. Ot, toaleta dla amatorów stylu „na Małysza” ;))

toalety

Pamiętam dobrze chwilę, kiedy pierwszy raz zobaczyłam taką toaletę. Było to jakieś pięć lat temu, na Litwie. Nasz autobus z Polski stanął na przystanku, razem z koleżanką wyskoczyłyśmy od razu w poszukiwaniu miejskiego szaletu. Kiedy już znaleźliśmy odpowiednie miejsce i otworzyłam pierwszą kabinę byłam w lekkim szoku. Nie zrozumiałam za bardzo jaki widok mam przed oczami, więc po prostu zamknęłam drzwi i poszłam do kolejnej kabiny. Szok. Ten sam widok. Tym razem jednak się przyjrzałam i po chwili zawołałam koleżankę. Jako że toaleta była bardzo stara, to nie wyglądała jak typowa turecka „a la turka”. Przypominała bardziej zwykłą dziurę w ziemi i zaczęłyśmy się z koleżanką zastanawiać… Czy ktoś wyrwał klozet? A może to prysznic?! Nie znalazłyśmy odpowiedzi. Zrezygnowane postanowiłyśmy skorzystać z autobusowej toalety. Dobrze, że to nie był turecki długodystansowy autobus, bo w nich zazwyczaj nie ma łazienki (o tym pisałam też tutaj) i trzeba wytrzymać aż do postoju ;))

Co ciekawe, te „kucane” toalety są wciąż dość popularne w Turcji. I choć oczywiście w wielu domach montuje się teraz wyłącznie europejski klozet, to zdarzają się również mieszkania, w których znajdują się obie wersje toalet. „A la turka” jest też bardzo popularna w miejskich ubikacjach, co w sumie wcale nie dziwi, bo przynajmniej w tym wypadku jest to dość higieniczna opcja. O ile jest w niej utrzymywana jako taka czystość…

No i teraz przejdziemy do najbardziej palącego mnie zagadnienia. Do czystości i jakości tureckich łazienek – ale tylko tych publicznych. Pozwólcie jednak, że zostanę tylko przy pytaniach.

  1. Dlaczego w większości restauracji, barów, mniej lub bardziej „luksusowych” kawiarni, w których wystrój aż kipi od złota, zdobień i wszystko lśni, łazienki wyglądają jakby na ich wykonanie dano robotnikom góra trzy godziny i do tego żadna część do siebie nie pasowała?
  2. Dlaczego zawsze jest w nich takich syf, jakby przeszło przez te łazienki tornado, a w arkuszu, w którym pracownicy podpisują się po posprzątaniu toalet, są już podpisy na kolejny dzień?
  3. Dlaczego w publicznych toaletach na dworcach jest często jeszcze gorzej i muszę za wejście do takiej łazienki zapłacić, choć wolałabym rzucić tą jedną lirą w twarz panu, który pobiera ode mnie opłatę?
  4. Co ludzie robią w toaletach w galeriach handlowych, że często widuję ułamane spłuczki, naderwane klozety (?!), połamane deski?

17015247_10154948758935256_98649429_o

 

Jeszcze inną kwestią jest zachowanie w łazienkach.

Nie chcę wnikać, co inne kobiety robią w osobnych kabinach – choć nad tym też się czasem zastanawiam… Mnie denerwuje najbardziej problem kolejki do toalet. Zawsze stoję jak ten jeleń w kolejce i czekam mniej lub bardziej cierpliwie na swoją kolej. Po chwili już widzę otwierające się przede mną drzwi kabiny, już wyciągam rękę, żeby chwycić klamkę, aż tu nagle jakaś kobieta stojąca za mną wyrywa się z kolejki i bez pardonu wkracza do kabiny. Co najlepsze, jeżeli wyszłam już z kolejki, to nie jest już tak łatwo do niej wrócić na miejsce, które się wcześniej zajmowało ;))

Ostatnio nie wytrzymałam już napięcia i zwróciłam swoim łamanym tureckim uwagę pani, która wepchnęła się przede mnie, że „była kolejka”.  No cóż, dowiedziałam się tylko, że ona także stała w tej kolejce… Hm, szkoda, że nie przede mną :)) Co ciekawe, z takim zachowaniem nigdy nie spotkałam się w Izmirze. Czyżby był to jakiś stambulski syndrom?

A co w prywatnych domach?

No właśnie. Tutaj muszę przyznać, że domowe toalety zazwyczaj są całkowitym przeciwieństwem tych publicznych. Jest w nich niezwykle czysto i czasem nawet ściany są zdezynfekowane środkiem z zabójczą dawką chloru ;))

Do tego dochodzą jeszcze upiększające wnętrze dodatki. Oczywiście, nie wszędzie one są, u moich teściów na przykład jeszcze ich nie dostrzegłam. Jednak w niektórych domach widać, że rękodzielnicze zapędy dotarły także do łazienek. I zaczyna się, od wełnianego futeraliku na papier toaletowy po okrycia na klapy i pokrowce na pralki.

No, wreszcie wyrzuciłam z siebie swoje toaletowe przemyślenia, które dręczyły mnie od pierwszego przyjazdu do Turcji. Może jest coś, co Was denerwuje w publicznych toaletach, albo zauważacie coś dla Was dziwacznego?

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Teksty o kiblach zawsze mnie śmieszą bo mam na myśl o nich skłonności do głupawki 😀 Znowu powiem przewrotnie: „Muzułmanie do jednego wora”. Ale dlatego, że taka toaleta jest chyba we wszystkich krajach muzułmańskich. W Maroku już na pewno. Kible na Małysza na wielu parkingach. Kiedyś trafiłam na taki w… sali weselnej. Na parkingu gdyby nie było normalnego to cóż – skorzystałabym. Jako gość na weselu miałam na sobie długi elegancki kaftan i na sam widok zrezygnowałam. Podobna mentalność bo publiczne kible brudne a w domach też robią hafciki na deski klozetowe i pralki. Gdzieś wyczytałam, że taki kibel i wiaderko do spłukiwania ma znaczenie rytualne przy ablucji przed modlitwą.
    Zachowanie tej pani z kolejki to szczyt chamstwa. Wobec tego zastanawiamy się czy wogóle warto być uprzejmą i ustępować czy jednak też tak się dobijać. Bo chodzi przecież o podstawowe potrzeby 😉

    • Ola

      Dorota, współczuję z tym weselem 😀 Ja bym chyba nie wytrzymała, bo jak jestem na jakiejś imprezie, to co najmniej z trzy razy idę do łazienki, a to skorzystać z toalety, a to przeczesać włosy itd. Nie mogę znieść tego syfu w łazienkach, pozalewanych podłóg – fuuuuj. Nie wiem dlaczego pracownicy nie zwracają na to uwagi :/

  • Teoretycznie toaleta na Małysza jest bardziej higieniczna – tak uważają znawcy i to niekoniecznie z muzułmańskiego kręgu. W jakimś sensie się z tym zgadzam, choć nie stosuję 😉

    Ale tak w ogóle to… ja mam totalnie inne obserwacje z Turcji!! Może to co piszesz to naprawdę syndrom stambulski? zawsze własnie zachwycało mnie to, że w Turcji nawet na tzw. totalnym zadupiu, na postoju autobusowym, w dowolnej kawiarni, toalety są czyste i wysprzątane. Podobnie w galeriach handlowych. Wręcz tam świeci czystością! Podróżując po wschodzie Turcji już miałam inne wrażenia, ale tam wiele rzeczy było już innych, no i przede wszystkim jest biedniej, może to dlatego.
    Ale Twoim tekstem jestem zaszokowana, bo mnie nic takiego się nie zdarzyło…. 🙁

    • Ola

      To ja jestem teraz w totalnym szoku O.O Bo ja trochę jeździłam – bardzo dużo to nie, ale byłam w kilku miejscach. Mieszkałam też w Izmirze i moim zdaniem znalezienie normalnej toalety w wielu miejscach graniczy z cudem. Może to dlatego, że chodzę zbyt często do toalety – chyba w każdej kawiarni, w której kiedykolwiek byłam odwiedziłam toaletę 😀 I nawet jeżeli było czysto, to za to musiał być a) urwany kran b) niedomykające się drzwi c) brak papieru itd. itd. A łazienki na przystankach autobusowych to już totalna tragedia 😀

  • Ten welon na pralkę jest zabójczy 😀 Wiesz co, ja taką toaletę a la dziura w ziemi widziałam jeszcze jakieś 10 lat temu gdzieś przy drodze w Polsce. A w Kutnie na dworcu do niedawna w męskiej łazience była kolektywna rynna, która służyła za rząd pisuarów. Niestety też wydaje mi się, że u nas nie jest o wiele lepiej, jeśli chodzi o zachowanie w toaletach publicznych. Może rzadko ktoś wpycha się przed Tobą do kabiny, ale to, co ludzie potrafią po sobie zostawić w kabinach przechodzi ludzkie pojęcie. W Poznaniu niedawno otworzono nową, śliczną, pachnącą galerię handlową. A w toaletach? Białe marmury całkowicie zapaćkane podkładami, pomadkami i zachlapane szarawą wodą… To, co najbardziej mnie zadziwia to fakt, że ci sami ludzie, którzy zostawiają po sobie taki syf wydają potem kilkaset złotych w Sephorze czy jakimś innym drogim sklepie z kosmetykami…

    • Ola

      Jest właśnie tak, jak piszesz 🙂 Ostatnio, już po tym jak napisałam ten tekst, poszłam do publicznej toalety w samym centrum Stambułu 😀 Normalnie przed kabinami czułam się jakbym brała udział w jakiejś walce, w końcu pani, która tam sprzątała, zablokowała dwie inne kobiety mopem, żebym wreszcie to ja, cały czas odpychana przez inne osoby, mogła skorzystać z toalety ;D A z tymi dziurami w Polsce, to mojej siostry mąż też kiedyś wspominał mi, że w jego szkole kiedyś kiedyś też były takie toalety, szok.

      • Boże, straszne… Zarówno jeśli chodzi o blokadę mopem (swoją drogą brawa dla tej pani, mogła przecież zginąć) jak i toalety w szkole. Chociaż jak sobie teraz przypomnę toalety z mojej podstawówki to wcale nie było lepiej.

  • Haha, ale temat:D Zabawne, jak ciekawy potrafi być post o kiblach xD Ja taki a la turecki szalet znalazłam w Serbii podczas postoju busu i dziękowałam losowi, że nie chce mi się bardzo, bo mogłam sobie odpuścić korzystanie z tego przybytku:D

    • Ola

      No nie da się ukryć, że są to bardzo pasjonujące tematy ;D Dla mnie te toalety też nie są zbyt zachęcające, ale zbyt często nie mam innego wyboru, więc już nie gardzę 😀

      • No tak, jak trzeba to trzeba:D

  • Ewa Tarnowska

    „ułamane spłuczki, naderwane klozety (?!), połamane deski?” hahahahahah XDXDXD