Praca w Turcji ma różne oblicza

Zdjęcie pochodzi z serialu Guzel Koylu - Piękna wieśniaczka. Tytułowa bohaterka w typowych tureckich szarawarach :)

Cześć wszystkim po bardzo długiej przerwie! Aż dziwię się, że udało mi się tak długo nie wchodzić na stronę i niczego do Was nie napisać. Ale cóż, czasem tak bywa, że naprawdę nie ma, albo zwyczajnie nie chce się mieć, czasu. Od kiedy znów przyjechałam do Stambułu wszystko potoczyło się niesamowicie szybko. Po pierwsze odwiedziła mnie ciocia i jej znajomi – było super, ale było też intensywnie, rzadko miałam chwilę czasu, żeby w ogóle dotknąć klawiatury komputera. Za to zwiedziłam wiele pięknych miejsc, do których wcześniej jakoś nie miałam okazji się wybrać. No i mogłam się trochę zastanowić nad jednym z ulubionych tematów obcokrajowców w Stambule – praca w Turcji.

Bo właśnie nie tylko odwiedziny rodziny powstrzymywały mnie od pisania, gdybym tak powiedziała, to byłabym okropnym kłamcą! W końcu goście byli u mnie tylko tydzień, a przerwa w pisaniu, no cóż, trwała odrobinę dłużej ;)) Głównie od pisania powstrzymywała mnie praca. Osoby, które interesują się Turcją wiedzą, że tutaj na rynku pracy jest ciężko i naprawdę niełatwo dostać przyzwoitą ofertę.

Już wcześniej pracowałam w szkole językowej, która znajdowała się dwa kroki od mojego domu. W sumie ta bliskość była też jednym z bardzo niewielu plusów tej pracy. Drugą zaletą byli nauczyciele, z którymi pracowałam w szkole i czasem współdzieliłam zajęcia. Kiedy oddział szkoły w pobliżu mojego domu został zamknięty, nie była to dla mnie jakaś tragedia. Akurat i tak chciałam rzucić tę pracę i wybrać się na miesiąc wakacji do Polski. Mój wyjazd zgrał się więc idealnie z zakończeniem wszystkich kursów, które prowadziłam i nie musiałam się po milion razy tłumaczyć, dlaczego chcę zrezygnować z tej cudownej pracy.

Stety i niestety, nie zdążyłam nawet wrócić z Polski do Turcji, a już miałam propozycję pracy od byłego współpracownika. Chciał, żebym uczyła w nowej szkole, także bardzo blisko mojego domu. Nie zastanawiałam się długo i w sumie bez zastanowienia zgodziłam się. Na co mi wybrzydzanie w kraju, w którym dla obcokrajowców o pracę jest naprawdę ciężko?

Już wcześniej pracowałam bez pozwolenia na pracę, bez jakiejkolwiek umowy (zresztą na co mi ona, skoro i tak pozwolenia nie mam?). Ująć krótko – nielegalnie. I nie jest to tak, że ja nie chcę sobie wyrobić tego pozwolenia. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie pracowałby z własnej woli nielegalnie, jeżeli miałby inną możliwość do wyboru. Ale w każdej szkole, w której pytałam o możliwość wyrobienia pozwolenia, dosłownie śmiano się z mojego pytania w głos. Bo przecież za procedurę aplikowania o pozwolenie firma musiałaby zapłacić. Musiałaby udowodnić, że na moje miejsce nie mogą zatrudnić żadnego Turka. No i Turków na jednego pracownika z zagranicy też powinna odpowiadać konkretna liczba. Czyli już mała firemka zatrudniająca w porywach do trzech osób, nie ma możliwości legalnego zatrudnienia obcokrajowca. Cóż, życie. Pozostaje pracować nielegalnie, albo przeczekać na garnuszku męża te kilka lat aż będzie można aplikować o tureckie obywatelstwo i zatrudnić się już jako Turczynka.

Czyli że w ogóle nie ma szans na legalną pracę?!

Oczywiście, nie jest tak, że wszyscy obcokrajowcy pracują w Turcji nielegalnie ;)) Jest wiele osób, które świetnie sobie na rynku pracy radzą, szczególnie te, które mają już doświadczenie pracy w różnego typu korporacjach. Mnie ten zaszczyt niestety nie kopnął i, jako zwykła polonistka, muszę tułać się tam i siam w poszukiwaniu pracy, w której dam radę troszkę dorobić. Gdybym mieszkała w rejonie turystycznym, pewnie byłoby prościej – wiele osób znajduje pracę jako animatorzy. W sumie mnie też zdarzały się oferty legalnej pracy (Jak to w ogóle brzmi?!), ale zawsze był tam jakiś dziwny haczyk.

Ot, wybieram się na zwykłą rozmowę o pracę, jest miło i przyjemnie, ale trafiają się pytania typu: czy nie przeszkadza mi praca przez 10 godzin dziennie? I czy nie planuję powiększenia rodziny? Należy też pamiętać o tym, że w Turcji często pracuje się od poniedziałku do soboty, a w Stambule dojazd do pracy zajmuje często około dwóch godzin. Nawet nie mam ochoty pytać wtedy o możliwe zarobki… Zresztą z doświadczenia znajomych widzę, że czasem mówienie o wyrobieniu pozwolenia na pracę jest tylko mamieniem oczu – mojej koleżance tak „wyrabiają” pozwolenie już prawie od roku ;))

Teraz trochę żałuję, że tak szybko zgodziłam się na przyjęcie oferty kolegi. Powiedzmy, że zarobki nie powalają, a warunki też są takie sobie. Jak to zawsze bywa, za najniższą płacę, wymaga się jak najlepszej jakości. Choć i tak ja nie mam na co narzekać. Stwierdziłam to dzisiaj, kiedy jeździłam sobie to w dół to w górę po Facebooku i natrafiłam na niezwykle „budującą” ofertę pracy, którą Wam przedstawię tutaj w moim wolnym tłumaczeniu z języka rosyjskiego. Możecie się oczywiście spodziewać, że ta oferta nie jest, niestety, niechlubnym wyjątkiem…

Szukam niani dla dwuletniego dziecka i pomoc domową, w Ankarze.

Wymagania: dobry język rosyjski, wykształcenie pedagogiczne, doświadczenie w pracy z dziećmi, umiejętność gotowania, wiek 35-45 lat.

Obowiązki: cały dzień z dzieckiem, pomoc przy drugim dziecku, przygotowywanie posiłków, sprzątanie, prania, ogólna pomoc w pracach domowych.

Wyrabiamy wizę pracowniczą i ubezpieczenie.

Zapłata: 500 dolarów / miesiąc.

W sumie te 500$ to trochę więcej powyżej najniższej krajowej tak samo w Polsce jak i w Turcji, bo akurat te kwoty są porównywalne. I wciąż zastanawiam się, czy ktoś się do tej pracy zgłosi? Przyznaję, że facebookowe, w tym przypadku słusznie zjadliwe, komentarze nastrajają mnie dość pozytywnie do tej kwestii. Choć w Turcji wciąż jest bardzo dużo biednych osób np. z Turkmenistanu, które musiały za chlebem wyjechać z kraju i, żeby zwyczajnie przetrwać, łapią się właśnie takich niewdzięcznych prac i zarobków. Niestety kombinatorzy – zatrudniciele z Bożej łaski chyba zdarzają się wszędzie, tylko dlaczego w Turcji jest ich jakoś tak więcej?

I kilka morałów na koniec…

Przestrzegam więc osoby, które chciałyby ot tak wyjechać do Turcji, żeby spróbować tutaj znaleźć pracę. Lepiej dobrze wcześniej przyjrzeć się możliwym ofertom – popularne są np. strony kariyer.net. Zawsze można też wysyłać z Polski CV do kilku firm i zobaczyć, czy będzie jakiś odzew – no i jakiego typu odzew to będzie. Chyba nie warto rzucać się na głęboką wodę, szukać pracy byle jakiej i byle gdzie, żeby tylko pobyć w Turcji przez te kilka miesięcy. W Stambule spotykam zbyt wiele obcokrajowców, którzy nie mogą znaleźć normalnej pracy od lat…

Cóż, trochę się wyżaliłam, ale mam nadzieję, że pod tekstem przeczytam znajdę jakiś komentarz, który zbuduje mnie pozytywnie. I, proszę, następnym razem nie pozwólcie mi tak długo milczeć! :))

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Mieszkam w Stambule. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Przykro mi to czytać – sama bardzo długo szukałam pracy w Polsce po studiach, miałam długie epizody z umowami śmieciowymi i wiem, jak bardzo to stresuje. Tym bardziej, kiedy człowiek młody, chciałby spełniać marzenia, ale też budować wspólne życie i zakładać rodzinę. Mam nadzieję, że sytuacja jakoś się poprawi u Ciebie – kiedyś na pewno musi. Trzymam kciuki bardzo mocno!