Biegamy po Pałacu Dolmabahçe

Na terenie Turcji nie znajdziemy zbyt wielu pałaców i rezydencji do zwiedzania. Jest to raczej państwo świątyń, hamamów i cudów przyrody. Więc jeżeli ktoś ze wszystkiego najbardziej lubi zwiedzać pałace i kipiące od złota wnętrza, to Turcja raczej nie jest dla niego. No może, że wystarczą mu restauracje zdobione pomalowanymi na złoto plastikowymi ozdobami – tych jest tutaj pod dostatkiem ;))

A jednak Stambuł ma swoje pałacowe perełki. Jedną z nich jest Pałac Dolmabahçe w Stambule.

Przez pierwsze trzy miesiące mieszkania w Stambule jakoś nie znalazłam okazji, żeby przestąpić kroki muzeum. Jedynym wyjątkiem było dotychczas malutkie Muzeum Adama Mickiewicza (pisałam o tym miejscu tutaj). A to narzekałam, że czasu nie ma, a to nie wyrobiłam sobie jeszcze karty muzealnej (z nią prawie do każdego muzeum w Turcji wchodzi się za darmo!), a to nie mieliśmy przy sobie pieniędzy na bilety… W końcu jednak przełamaliśmy złą passę i wybraliśmy się do zachwycającego Pałacu Dolmabahçe.

Nie mieliśmy wymówki. Byliśmy akurat w pobliżu, czasu też mieliśmy w bród, a w Pałacu karta muzealna nie obowiązuje, więc bilet i tak czy siak musiałam kupić cały. A kosztował całe 40 lir, czyli około 50 złotych – ot, specjalna cena dla obcokrajowców.

dolmabahce 7

Trochę historii Pałacu Dolmabahçe

Jego budowę rozpoczęto za panowania sułtana Abdülmecida i zakończono ją w 1856 roku. Od tego czasu przez prawie sto lat pałac był siedzibą władców Imperium Osmańskiego i, po powstaniu Republiki Turcji, dwóch prezydentów. Dla Turków pałac ma również wymiar symboliczny, bo właśnie tutaj zmarł 10 listopada 1938 roku założyciel współczesnej Republiki Turcji – Prezydent Mustafa Kemal Atatürk. W komnacie, której w ostatnich dniach życia używał jako sypialni, wciąż stoi na szafce nocnej zatrzymany zegar. Jego wskazówki pokazują godzinę śmierci tureckiego bohatera narodowego.

Pałac Dolmabahçe jako rezydencja prezydenta używana była jeszcze do 1949 roku przez İsmeta İnönü. Dla zwiedzających pałac został udostępniony natomiast w 1984 roku.

dolmabahce 5

A więc teraz zwiedzamy!

Wycieczkę warto zacząć od spaceru po podwórzu. Nie ma tutaj pięknego, rozległego ogrodu. Trochę mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj przy tak ogromnych pałacach są utrzymywane nawet całe parki i małe lasy. Nie wiem jednak, czy tak pałacowy ogród wyglądał od początku, czy doprowadziły do tego późniejsze zmiany.

Uwagę turystów z pewnością mogą przykuć jednak niezwykłe bramy, które wyglądają, jakby prowadziły nas prosto do morza. Pałac położony jest nad samym Bosforem i z wielu komnat rozciąga się niezwykły widok. Może rzeczywiście, zamiast po alejkach ogrodu, mieszkańcy pałacu woleli napawać się szumem morza?

dolmabahce 9

Jeżeli lubicie robić zdjęcia, to radzę dużo czasu poświęcić na to właśnie na podwórzu – później może już nie być okazji.

No i skoro dotarłam do zdjęć, to przejdę też do wnętrza pałacu. Przed wkroczeniem do niego musieliśmy założyć na obuwie gustowne (hehe) niebieskie woreczki, żeby przypadkiem czegoś w środku nie zabrudzić. Zaczęliśmy się już wtedy zastanawiać, czy uda nam się zrobić kilka zdjęć bez widoku tych pięknych ochraniaczy, ale nie myśleliśmy nad tym długo. Kiedy tylko weszliśmy do środka, natychmiast dowiedzieliśmy się, że w środku nie wolno robić żadnych zdjęć. Dlaczego? Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Porzuciliśmy więc myśli o workach na butach, a zaczęliśmy rozmawiać o tym fotografowaniu. Szybko jednak przestałam się dziwić, bo okazało się, że do pałacu można wejść tylko z grupą zwiedzających i przewodnikiem. Z początku byłam zadowolona, że dowiem się czegoś ciekawego o tym miejscu, ale wkrótce się okazało, że niekoniecznie będę się z tego przewodnika tak bardzo cieszyć. Przechodziliśmy z sali do sali w takim tempie, że nie dość, że niewiele dowiedzieliśmy się o samym Pałacu, ale upewniliśmy się, że, nawet gdyby było to dozwolone, z pewnością nie zdążylibyśmy nawet włączyć aparatu. Po wyjściu miałam wrażenie, że dosłownie biegaliśmy po wnętrzu pałacu, a nie zwiedzaliśmy. No ale nic, widocznie takie mają tu zasady.

Podzielę się jednak tym, co udało mi się dostrzec. Zaciekawiło mnie, że choć pałac ma układ tradycyjnego osmańskiego domu, to jednak sprawia wrażenie zachodnioeuropejskiej rezydencji. Mamy chociażby podział na selamlik – część urzędowo – reprezentacyjną dla mężczyzn oraz na haremlik – część mieszkalną dla sułtana i jego rodziny. Jednocześnie wszystkie komnaty są wykończone i zaprojektowane przez europejskich rzemieślników.

Zwróciłam uwagę również na niektóre szczegóły. Oczywiście, jak to bywa w wielu pałacach, można godzinami oglądać jedną komnatę i przez cały czas dostrzegałoby się coraz to nowsze wykończenia i zdobienia. Mnie jednak zainteresowały drapowane i bogato wykończone zasłony – nie dziwię się już skąd takie uwielbienie wśród Turków do firanek. Rozbawiły mnie też kaloryfery ze złotymi zawijasami – ach, to bogactwo ;)) Co ciekawe, w mieszkalnej części pałacu (haremie) wszelkiego rodzaju zdobień było zdecydowanie mniej. Dzięki temu jednak komnaty wydawały się dużo przytulniejsze i, jak dla mnie, ładniejsze.

Największe wrażenie na zwiedzających robi jednak sala, do której wchodzi się na samym końcu. Jest to wielka komnata ceremonialna, która swoim przepychem, obszernością i  wystrojem kojarzyła mi się bardziej z barokowym kościołem niż sułtańskim pałacem. Już przed wejściem słyszałam  zachwyty turystów – przetykane oczywiście żałośliwymi narzekaniami na zakaz fotografowania ;))

Rodzimy akcent

W trakcie zwiedzania Pałacu Dolmabahçe szybko dostrzegłam polskie nazwisko pod kilkunastoma obrazami. Okazało się, że nadwornym malarzem jednego z sułtanów, Abdülaziza, był Polak – Stanisław Chlebowski. W pałacu można zajrzeć nawet do sali, w której znajdują się wyłącznie jego obrazy ze scenami batalistycznymi inspirowane dziejami Imperium Osmańskiego.

dolmabahce 4

Cieszę się, że znowu udało mi się zajrzeć do jakiegoś muzeum – i to jeszcze jakiego! W każdym razie, jeżeli przyjedziecie kiedyś do Stambułu, to powinniście się dobrze zastanowić nad zajrzeniem do tego miejsca. Pałac Dolmabahçe jest przepiękny i z pewnością warty zobaczenia, jednak forma zwiedzania trochę mnie do niego zniechęciła. Sama wolę spokojnie pospacerować, powoli oglądać wnętrza i obrazy, niż biegać po schodach w tą i z powrotem jak kot w pęcherzem, a w pałacu, niestety, właśnie ta druga forma przeważała. Nie wiem, czy była to kwestia przewodnika, ale widziałam też inne wycieczki, które mijały nas szybkim tempem, więc chyba niekoniecznie zależało to od oprowadzającego. Z pewnością jest to opcja dla osób, które do Stambułu przyjechały tylko na kilka dni i nie chcą spędzić w jednym miejscu zbyt wiele czasu.

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Mieszkam w Stambule. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Oj tak, doskonale pamiętam to bieganie po pałacu. Co zwiedziliśmy? Nie miałam pojęcia. Na szczęście kupiłam też książkę o pałacu i mogłam poczytać potem spokojnie w domu, co zwiedzałam. Podobno turecki przewodnik jest lepszy. Szkoda tylko, że tak podchodzi się do obcokrajowców i nie pokazuje się im właściwie niczego w Dolmabahçe.

    • Ola

      Cieszę się, że nie jestem osamotniona w swoich odczuciach 😀 Już w pewnym momencie zastanawiałam się, czy to po prostu ja nie mam szczęścia i tylko nam się taka szybka wycieczka trafiła 🙂

  • To mam coś z Turka 🙂 Lubię firany 😉 A tak na serio – fajne miejsce, nawet jeśli nietypowe jak na Turcję

    • Ola

      Ja też bardzo lubię firany 😀 Gdybym miała portfel bez dna, to z pewnością odwiedziłabym już kilka razy tureckie sklepy, w których sprzedają, UWAGA, wyłącznie firany i zasłony 😀

  • Jest przepiękny i faktycznie wygląda bardzo… zachodnio. 🙂 To zdjęcie z bramą wiodącą do morza jest urzekające! No i ciekawy pomysł z kartą muzealną. 🙂 O ile się orientuję nic takiego nie istnieje w Polsce a szkoda – może byłoby to pretekstem do odwiedzenia większej ilości muzeów i wystaw. 🙂

    • Ola

      Tak, też uważam, że karta muzealna jest super pomysłem. Teraz już nie pamiętam na jakim blogu, ale czytałam o takiej karcie dla turystów chyba w Budapeszcie. Nie dość, że obejmowała wejścia do muzeów, to jeszcze jakieś zniżki do restauracji, wejście na baseny i przejazdy komunikacją miejską na kilka dni – genialny pomysł! 🙂 Powinno się coś takiego w Polsce wprowadzić!

      • Może to jest gdzieś w Polsce tylko o tym nie wiemy? Poszperam w sieci!