Kilka słów o zmianie nazwiska po ślubie – w Turcji i Polsce

Zastanawia mnie, jak wielka jest moc tradycji przyjmowania nazwiska męża po ślubie. Wydaje mi się, że w Polsce posiadanie tego samego nazwiska nie zmienia absolutnie niczego – co najwyżej urzędnik może szybciej się zorientować, że w jakimś stopniu dwie osoby mogą być ze sobą spokrewnione. Ale przecież wcale nie muszą. W końcu zbieżność nazwisk nie jest aż tak rzadkim zjawiskiem. W Turcji jednak rodzina z kilkoma różnymi nazwiskami może stanowić dla urzędnika wyzwanie. W czasach przeróżnych systemów, wyszukiwania danych według nazwiska rodzinnego i tak dalej, tureckie programy zwyczajnie nie są przystosowane do takiego widzimisię jak pozostanie przy panieńskim nazwisku. Dane się plączą, urzędnik się gubi i w ogóle robisz wszystkim problem. Bo kogo to obchodzi, że kiedyś miałaś inne nazwisko, w końcu teraz już jesteś zamężna i dopisujesz się do JEGO rodzinki…

Bo, niestety, jeżeli chodzi o nazwisko i różne prawne relacje, to w Turcji panuje wciąż jakaś dziwna dyskryminacja. We wszystkich dokumentach widnieje zazwyczaj tylko imię ojca, bo kto by się tam matką interesował. Oprócz tego nieszczęsnego imienia istnieje jeszcze zapis miasta, z którego dana osoba pochodzi i gdzie przechowywane są wszystkie dokumenty rodzinne. Nie do końca potrafię zrozumieć jak ten system działa, więc nie chcę wprowadzać nikogo w błąd, ale łączy się to z tym, że gdybym teraz urodziła dziecko i wyrobiła mu turecki dowód osobisty, to wtedy w jego dokumentach jako miasto rodzinne będzie wpisany… IZMIR. Bo stamtąd pochodzi, według dokumentów, ojciec dziecka. A matka? To już mało ważne…

Mam znajomego, który urodził i wychował się w Izmirze. Jego ojciec jednak pochodzi z Bingölu.  W jego dokumentach jako miasto pochodzenia wpisane jest więc Bingöl i, jeżeli kiedykolwiek będzie posiadał dzieci, to one też będą miały dokładnie taką informację wpisaną w dowodzie osobistym. Czy ma to jakiś sens?

Z nazwiskami też nie jest w Turcji kolorowo. O ile w Polsce można zaszaleć i wybierać przeróżne opcje związane z nazwiskiem (obie strony mogą pozostać przy własnym, mogą przyjąć nazwisko małżonka/małżonki lub dodać je jako drugi człon do własnego), to w Turcji już takiego szaleństwa nie zaznamy. Kobieta ma do wyboru dwie opcje: przyjęcie nazwisko męża albo dodanie drugiego nazwiska – przy czym nie posiada jednego nazwiska dwuczłonowego, ale rzeczywiście dwa odrębne nazwiska. Oczywiście, urzędnicy odpowiednio naciskają na to pierwsze rozwiązanie. Bo po co komplikować sobie życie…

Moja znajoma ostatnio weszła na drogę takich komplikacji. Mimo że ma podobne do mnie zapatrywania, jeżeli chodzi o zmianę nazwiska, postanowiła wziąć ślub w Turcji. Niestety, czasem staranie się o wizę do Polski i kolekcjonowanie dokumentów (tutaj ciekawskich odsyłam do wpisu o dokumentach potrzebnych do ślubu w Polsce)  potrafi być tak czasochłonne i uciążliwe, że nie dziwię się osobom, które decydują się na szybki ślub w tureckim urzędzie. Zgubne dla mojej znajomej było kierowanie się logiką. Pomyślała, że po powrocie do Polski zamieni swoje dwa nazwiska na jedno – panieńskie. I jak postanowiła tak i zrobiła – w Polsce nie było z tym problemu. Historia zaczyna się komplikować dopiero po tureckiej stronie, gdzie zwyczajnie nie ma takiej opcji jak pozostanie przy własnym nazwisku i żaden polski urząd tego nie zmieni. Żeby móc pozostać przy panieńskim nazwisku w Turcji trzeba wejść na drogę sądową! Co z tego, że wcale nie chodzi tu o zmianę nazwiska, czy pozostanie przy panieńskim po ślubie, ale o wpisanie zmian dokonanych przez obywatelkę POLSKI w tureckich dokumentach. Ciekawi mnie, jak ta sprawa się dalej potoczy i czy znajoma wytrwa przy swoim postanowieniu. Ja szczerze jej kibicuję.

Co do samej idei zmiany nazwiska

Przyszedł taki okres zaraz po ukończeniu studiów, że wchodząc na facebooka czasem przestawałam się orientować, kto jest moim „znajomym”. Imię jak imię, ale nazwiska dziewczyny za nic nie kojarzę. Wchodzę na profil i… wszystko jasne. O ile już na wstępie nie wyskoczy mi zdjęcie profilowe w sukni ślubnej, to na sto procent wystarczy przewinąć ostatnie nowości na ściance. Zaraz pojawi się kilka fotek z wesela i już sobie uświadamiamy, że ta Ania Iksińska, to przecież ta sama Ania Zetowska z wydziału/szkoły/wcześniejszej pracy!

Podobnie, kilka miesięcy temu zadzwoniła do mnie znajoma i, jako że nie miałam wcześniej jej numeru, przedstawiła się imieniem i nazwiskiem. Przez dłuższą chwilę nie miałam bladego pojęcia z kim rozmawiam i dlaczego cały czas ta osoba mówi do mnie na ty… W końcu wyjaśniłam, że nie wiem kto do mnie zadzwonił i koleżanka w końcu podała mi swoje panieńskie nazwisko. I wszystko jasne.

Ale zastanawia mnie jedno, po co kobiety tak namiętnie zmieniają nazwiska po ślubie? Oczywiście, jest kilka całkiem konkretnych powodów,  dla których przyjęcie nazwiska męża wydaje się logiczne. Rozumiem to, kiedy nie lubimy swojego panieńskiego nazwiska, chcemy choć w taki symboliczny sposób odciąć się od wcześniejszego środowiska i przykrych wspomnień. Najczęściej jednak taka zmiana nie łączy się z żadnymi przemyśleniami. Ot, wszyscy tak robią, mężowi nie będzie przykro, no i będzie widać, że ja, Ola Jakaśtam, jestem już wielce zamężna ;))

A przecież tyle osób mówi, że po ślubie zazwyczaj nie zmienia się absolutnie nic. Ani nie jesteśmy innymi osobami, ani nasz związek nie przeistacza się w coś innego. Więc po co mamy widnieć w dokumentach inaczej niż wcześniej?

Jesteśmy sobą czy własnością męża?

Wiem, że jesteśmy w XXI wieku i te sprawy, ale jak dla mnie przyjmowanie nazwiska męża pachnie aż nazbyt średniowieczem i zniewoleniem. No co to ma w końcu być, że nagle ja, z niezależnej jednostki, która przez całe swoje (i to wcale niekrótkie) życie byłam Aleksandrą Takąiowaką zmienię sobie nazwisko i stanę się, w pewnym sensie, kimś innym. I dlaczego akurat to ja muszę się zmieniać a mojego mężulka ta sprawa już w ogóle nie dotyka?

A, przepraszam, co ja mówię, przecież jego dotyka to w najczulsze miejsce! Bo gdybym nie zechciała zmienić tego nieszczęsnego panieńskiego nazwiska, to natychmiast podniesie się chór męskich głosów pełnych pretensji i oburzenia. To śmieszne, ale dla wielu mężczyzn to wciąż hańba i wstyd, kiedy jego żona nie chce nazywać się tak samo jak mąż. A przecież powodów takiej niechęci może być wiele… Albo w ogóle nie musi ich być.

Dlatego, kiedy ktoś pyta mnie,  co mój mąż na to, że nie zostałam przy swoim nazwisku, odpowiadam, że raczej nie ma nic do gadania – w końcu to nie on ma coś zmieniać. Bo to trochę tak jak z większością rzeczy, które dotyczą kobiet, a mężczyźni już się pod to nie łapią, a co najwyżej zbierają profity. Gdyby wszystkim mężom przyszło przyjmować nazwisko żon, a nie tylko kilku wyjątkom, zgodnie z zasadą, że wyjątek potwierdza regułę, to z pewnością byłby z tym ogromny kłopot i dość szybko zapomnielibyśmy o jakichkolwiek zmianach nazwisk.

Niemniej jest jeszcze sprawa złotego środka. Tak zazwyczaj mówi się o nazwiskach dwuczłonowych. Jednak w przypadku, kiedy jedynym argumentem za przyjęciem tego drugiego członu nazwiska jest upieranie się naszego narzeczonego, to trochę dziwię się, że ktoś w ogóle decyduje się na ten złoty środek. Skoro już i tak chcemy pozostawić swoje nazwisko, to przy nim zwyczajnie zostańmy.

No ale przecież dzieci…

Oto koronny argument. Co będzie jeżeli dzieci będą miały inne nazwisko, a ty inne? Co jeżeli będą mieć nazwisko męża, a tylko ty zostaniesz z innym nazwiskiem? No cóż, w przypadku osób, które i tak są zdecydowane zostać przy swoim nazwisku, raczej nie stanowi żadnego problemu to, że dzieci będą miały nazwisko dwuczłonowe. Jeden człon od mamy, a drugi od taty – albo na odwrót, jak nam się uwidzi.

Tylko nie zrozumcie mnie źle. Nie przeszkadza mi, że kobiety często przyjmują nazwisko męża (jako jedno albo tylko drugi człon nazwiska). To jest ich wybór i ja nie mam absolutnie nic do tego. I choć dziwi mnie, że wiele dziewczyn zmienia nazwisko odruchowo, to jednak robią co chcą i to one, mam nadzieję, o tym decydują.
Szkoda mi tylko, że w Turcji jeszcze nie można wybierać – i to jest dopiero problem!
The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Mieszkam w Stambule. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Ja od początku wiem, że nie zrezygnuję z własnego nazwiska (pewnie stanie na dwuczłonowym). Myślę, że to przyjmowanie nazwiska po mężu, to raczej kwestia tradycji, nie wyrywania się z szeregu. I troszkę też (oczywiście nie w każdym przypadku) mini manifestacja „widzicie, jestem super, bo on mnie chce”… Z drugiej strony zawsze znajdzie się sytuacja w której posiadanie tego samego nazwiska ułatwi sprawę.
    Szkoda, że w Turcji tak rygorystycznie do tego podchodzą… Fakt, pachnie to subtelnym, ale jednak, zniewoleniem.

    • Ola

      Tolerancyjna jesteś, jeżeli uważasz to za subtelne zniewolenia 🙂 Moim zdaniem jest jasne jak słońce o co im chodzi, ale, niestety, taki tutaj klimat… Czasem jak słyszę co mówią w wiadomościach niektórzy tureccy „geniusze” to aż włosy dęba stają 😀 Dwuczłonowe nazwisko też nie jest złe, zawsze można się przedstawić tylko panieńskim i bez problemu ludzie wiedzą o kogo chodzi 🙂

      • Jasne, że wolałabym, żeby było „normalnie”, bez przymusu przyjmowania nazwiska, ale z drugiej strony to totalnie inna kultura i póki sama w sobie nie przejdzie przemiany, my niewiele możemy w tej sprawie zrobić…. więc wolę podchodzić do tego w taki „spokojniejszy” sposób, bo pewnie kiedyś też tam zawitam i chcę być przygotowana na szok chociaż trochę:)

        • Ola

          Wiesz, dla mnie to nie jest szok, tylko chodzi mi o to, że takie elementy subtelne nie są 🙂 raczej biją po oczach. A niektóre zmiany, które jeszcze takie myślenie pogłębiają pojawiają się tu często jako nowe, a nie jako tradycyjne, więc wydaje mi się, że temu można się dziwić. Tutaj jest wiele rzeczy normalnych i nienormalnych także dla samych Turków, więc czasem ciężko granice między nimi znaleźć 🙂

  • Ja mam dwuczłonowe i tak uwazam, ze jest ok, choc w rodzinie, zwlaszcza tata (!) dziwnie na mnie patrzyl. Probowal nawet buntowac (!) meza, ze jak on tak spokojnie do tematu podchodzi, ze moze nie jestem pewna do konca (!). wiem jak to brzmi…ale tak bylo 🙂 ech…a co do dzieci, to chyba nie chcialabym, zeby mialy dwuczlonowe nazwisko. znajomy ma…i jego zona juz przyjela po nim nazwisko dwuczlonowe, bo trzech czlonow juz miec nie mogla 🙂 takze to tez nie jest takie proste

    • Ola

      No bo taka jest tradycja 🙂 Nie jest to nic dziwnego, na mnie też się dziwnie niektórzy patrzą dziwnie, że nie chcę mieć tego samego nazwiska co mąż 😀 Jego jacyś znajomi też mu mówili, że jest pantoflarzem, bo nie chcę jego nazwiska… Ludzie są czasem śmiesznie 🙂

  • Przyjęłam nazwisko męża – tak jest ogólnie przyjęte w Polsce ale moja siostra wyszła za Włocha i ma swoje a dzieci jego bo tam jest tak przyjęte….

    • Ola

      Hmm, no w Polsce nie jest do końca „tak przyjęte”, bo już od dłuższego czasu prawo pozwala także na inne wybory. Jednak najważniejsze jest to, żeby się ze swoim nowym lub starym nazwiskiem czuć dobrze 🙂

      • Ślub brałam 26 lat temu ale już wtedy mogłam już zostawić sobie swoje nazwisko panieńskie, mieć dwa lub namówić męża żeby przyjął moje, ale TAK JEST OGÓLNIE przyjęte więc po prostu nie chciałam żeby dzieci musiały się na każdym kroku tłumaczyć dlaczego mamusia ma inaczej na nazwisko niż tatuś co miało miejsce w rodzinie mojego męża więc wiem o czym mówię. Nikogo to nie dziwi we Włoszech ale u nas i owszem :)) Prawo pozwala na takie wybory od dawna ale w naszej kulturze jeszcze do dziś panuje przeświadczenie że jest to skomplikowanie sobie życia

        • Ola

          No jeżeli chodzi o przekonanie ogółu to na pewno pozostanie przy panieńskim nazwisku nie jest typowe – zgadzam się w pełni 🙂

  • Faktycznie jest to dość przykre, że w Turcji nadal nie ma takiego wyboru. Z drugiej strony w Polsce nadal wielu mężczyznom nie mieści się w głowie, że kobieta może chcieć zostać przy swoim nazwisku. Sama nie wiem, jaką opcję bym wybrała. Dla niektórych kobiet nazwisko ma czasami bardzo symboliczny wymiar – jest najsilniejszą pamiątką po zmarłym młodo tacie albo niesie ze sobą potężną tradycję rodową. Moja koleżanka ze studiów była właśnie takim drugim przypadkiem i jej mąż porzucił swoje nazwisko na rzecz jej. Dla mnie to było piękne i do dziś o nich ciepło myślę. 🙂

    • Ola

      W sumie nawet nie pomyślałam o tym symbolicznym wymiarze nazwisk – szczególnie takim związanym ze śmiercią bliskiej osoby. A co do zmiany samej w sobie, to nie dziwi mnie, jeżeli kobieta sama od tak chce zmienić nazwisko, w sumie to też może robić z przeróżnych przyczyn. Jednak, gdyby mój partner życzył sobie takiej zmiany i był święcie oburzony, że nie chcę przybrać jego nazwiska, to chyba zaczęłabym się zastanawiać nad związkiem 😀

      • No zmuszanie kogoś do czegoś nigdy nie jest dobre, choć ja byłabym bardzo ciekawa, dlaczego mu tak na tym zależy. 😀 Wiesz, czy chodzi o taki stereotyp samca czy możesz jest to coś głębszego…