Z dala od Turcji: Chorwacja, Makarska

Co roku o Makarskiej w podróżniczej blogosferze można przeczytać naprawdę sporo. Znajdziemy więc teksty, w których Makarska przedstawiana jest jako chorwackie Saint Tropez. Nazywana jest również najbardziej rozrywkowym ze wszystkich turystycznych miejscowości w Dalmacji. 
Czy tak jest naprawdę? No cóż, w Saint Tropez nigdy nie byłam, więc trudno byłoby cokolwiek porównywać. Natomiast jeśli chodzi o różnorakie rozrywki, czyli jakieś kluby i bary, to rodzice skutecznie ograniczyli moje możliwości skorzystania z tego typu zabaw. Ale nie ma się czym martwić. Do Makarskiej opłaca się przyjechać także na krótki, kilkugodzinny turystyczny wypad.

Z Marušići do Makarskiej jest naprawdę blisko – musimy przejechać niecałych dwadzieścia dwa kilometrów, żeby dotrzeć do celu naszej podróży. Co najlepsze przez całą drogę możemy obserwować widoki, które uważane są za najpiękniejsze w całym rejonie. Muszę przyznać, że jest to naprawdę zachwycające. W porównaniu do trasy z Omiša do Splitu, droga do Makarskiej zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pasmo gór Biokovo, u stóp których leży Makarska, w połączeniu z krystalicznymi wodami Adriatyku, zachwycają chyba każdego turystę odwiedzającego tę część Dalmacji. 

chorwacja Makarska

My do Makarskiej przyjechaliśmy dwa razy. Za pierwszym wyjechaliśmy wczesnym południem, co w lipcu chyba nie było zbyt dobrym pomysłem, bo żar lał się z nieba i ledwo mogliśmy wytrzymać na zalanej słońcem promenadzie. Choć nadmorski deptak był otoczony pięknymi palmami z szerokimi, rozłożystymi liśćmi, to nie dało się na nim wytrzymać dłużej niż kilkanaście minut i szybko schroniliśmy się pod parasolami jednej z licznych przy makarskiej promenadzie restauracji.

Sama miejscowość nie jest zbyt duża, podobnie zresztą jak już wcześniej opisywany przeze mnie Omiš (więcej o Omišu tutaj). Mieszka tutaj zaledwie piętnaście tysięcy osób, ale przez tłumy przewijające się non stop po ulicach starego miasta i pięknej promenadzie, wydaje się, jakby tych mieszkańców było w Makarskiej przynajmniej dwa razy więcej. Możecie sobie więc wyobrazić, jak bardzo zatłoczona jest miejska plaża, szczególnie, że krystaliczne wody Adriatyku chyba każdego potrafią skusić do zamoczenia w nim stóp.

chorwacja makarska

My jednak zdołaliśmy odejść od plaży bez wylegiwania się na niej kilka godzin. W Makarskiej postawiliśmy na przechadzkę po starówce oraz pyszne, chorwackie jedzenie. Spod parasola jednej z kawiarni podziwialiśmy port, do którego zawijają jachty i statki, nie tylko z pobliskiej wyspy Brač, ale także z całego świata.

I co by tu zjeść?

Muszę przyznać, że wegetarianom w Chorwacji raczej nie jest lekko. Za każdym razem, kiedy przeglądałam karty dań w różnych restauracjach, było mi dość przykro, że mój wybór jest aż tak ograniczony. Jednak dodam, że każde z dań jakich mogłam spróbować, było po prostu pyszne.

Moim numerem jeden na pewno jest pizza. Pyszna, na cieniuteńkim, rozpływającym się w ustach, cieście i z niezwykle smacznym, aromatycznym serem. Aż mi ślinka cieknie, kiedy wspominam kawałki wegetariańskiej pizzy z Makarskiej. Warto jeszcze zaznaczyć, że kiedy kupujemy pizzę XL, to ona naprawdę jest EXTRA LARGE!

Do pizzy warto zamówić sobie chorwacką kawę – choć zazwyczaj nie przepadam za tym napojem, to przyznam, że w Chorwacji napiłam się jej kilka razy. Jest naprawdę pyszna! Zauważyłam też, że Chorwaci często przygotowują kawę w tygielku, jak w Turcji. Niestety, nie widziałam całego procesu gotowania kawy, więc nie dostrzegłam innych różnic lub podobieństw.

Trochę historii z tureckim akcentem

Historia Makarskiej sięga czasów starożytnych i rozpoczęła się w rzymskiej osadzie Muccurum.  Później wioska była podbijana kolejno przez Gotów, Słowian, Turków, Wenecjan, Austriaków – ogółem, miała dość burzliwą historię, jak to często z miastami portowymi bywa. Z Makarskiej można było w końcu kontrolować wody Adriatyku.

Pierwszy dokument, w którym występowała obecna nazwa miejscowości – Makarska, pochodzi dopiero z XV wieku, z czasów podboju tych terenów przez Imperium Osmańskie. Pod władaniem Turków zbudowano wokół miasta mury obronne. Powstały również trzy wieże, z których można było dostrzec nadchodzące, albo raczej nadpływające, niebezpieczeństwo. Nie udało się jednak ustrzec go całkowicie, bo Makarską w XVI wieku przejęła inna potęga morska – Republika Wenecka.

To w czasie władania Wenecjan miasto przybrało swój obecny kształt, a kolejne podboje (np. przez Austrię) przyniosły Makarskiej rozkwit gospodarczy i kulturalny.

Przyznam, że historia miasta sama z siebie mnie niespecjalnie interesowała. Zaciekawiła mnie ze względu na słownictwo, na które zwróciłam uwagę nawet podczas swojego krótkiego, dwutygodniowego pobytu w Chorwacji. Wiadomo, chorwacki jest językiem słowiańskim, jednak moja skromna znajomość języka tureckiego pozwoliła mi wyłapać kilka słów, które chyba pochodzą z tego języka.

Porównajcie sobie chorwackie:

„sat” – godzina,

„sečer” – cukier,

„badem” – migdał,

„patlidžan” – bakłażan,

z tureckimi:

„saat”,

„şeker”,

„badem”,

„patlıcan”.

Podobne, co?

Co warto zobaczyć w Makarskiej?

Podobnie jak w Omišu, należy przejść się po starym mieście w poszukiwaniu katolickich świątyń. Jest ich w Makarskiej niewiele i na pewno dość szybko je zauważymy. Przede wszystkim należy zobaczyć kolegiatę świętego Marka. W sumie nawet jakbyśmy nie chcieli szukać jakichś kościołów, to tego po prostu nie da się przegapić, bo od razu rzuca się w oczy. Przed kolegiatą znajduje się barokowa fontanna oraz pomnik Andrija Kačića Miošića, poety-franciszkanina, żyjącego w XVIII wieku.

chorwacja makarska

Innymi ciekawymi budynkami sakralnymi w Makarskiej są: kościół św. Filipa Neri (Nero) z XVIII wieku oraz budynek Klasztoru Franciszkanów Błogosławionej Marii Dziewicy. Współcześnie mieści się w nim, uznawana za jedną z największych i najpiękniejszych na świecie, muzealna kolekcja muszli.

Warto też zwyczajnie przejść się po uliczkach starego miasta, może zajść do jakiegoś sklepu z regionalnym jedzeniem (moim numerem jeden są oliwy i sery) i pospacerować wzdłuż portu po miejskiej promenadzie.

chorwacja makarska

Już wspominałam, że do Makarskiej wybraliśmy się dwa razy. Właśnie podczas drugiej wyprawy, którą rozpoczęliśmy wcześnie rano, z uwagi na palące słońce, zwiedziliśmy historyczną część miasta i zrobiliśmy piękne zdjęcia. Wybraliśmy się także na mały bazar znajdujący się tuż obok kolegiaty świętego Marka. Kupiliśmy tam pyszne figi, których smakiem rozkoszowaliśmy się przez następne parę dni.

Podsumowując, do Makarskiej nie trzeba wcale wybierać się wieczorem, żeby poczuć rozrywkowy klimat miasta. Sama wycieczka w ciągu dnia, na spokojny spacer z rodziną i chwilę plażowania też jest dobrą opcją i warto o niej pamiętać przebywając w okolicach Makarskiej.

PS: Przepraszam za małą przerwę w pisaniu. Niestety, obrona pracy magisterskiej, nasz polsko-turecki ślub i zawirowania polityczne w Turcji całkowicie mnie przejęły i nie miałam czasu nawet zajrzeć raz czy dwa na blog.

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • ewur

    Figi w Chorwacji są przepyszne. Chodzi mi o te w zielonej skórce. Niestety nie widziałam ich nigdy w Polsce:(

    • Ola

      W sumie ja też nigdy takich fig w Polsce nie widziałam. W Chorwacji za to było ich od groma – choć pierwszy raz świeżych fig spróbowałam w Turcji 🙂

  • Ania

    A jak było z pogodą? W Chorwacji byłam raz, dawno temu, ale pamiętam bardzo wysokie temperatury. Było tak gorąco, że właściwie głównie w nocy było mi lżej oddychać. Generalnie jednak było tam pięknie i mam ochotę wrócić 🙂

    • Ola

      Co do pogody, to było właśnie tak jak mówisz. Żar lał się z nieba i tak naprawdę dało się wytrzymać tylko rano i późnym wieczorem. Serdecznie polecam Ci powrót do Chorwacji, mnie również bardzo się tam podobało 😉

  • Wybrzeże szczególnie zachęca;)

    • Ola

      Do kąpieli? 😉 Na pewno!

  • Śliczny jest ten Kościółek w otoczeniu gór. Chętnie bym się wybrała te okolice, ale czytając Twój wpis, to chyba porą zimową 😛 Mam nadzieję, że w Turcji w końcu się uspokoi i znów będzie można bez strachu żyć w tym kraju i podróżować do niego. Marzę o zjedzeniu tureckiej baklawy i zobaczeniu Hagii Sophi…

    • Ola

      No jak już zaczęłaś o Turcji, to też powiem Ci, że marzę, żeby było spokojniej 🙁 Szczególnie w Stambule. Najśmieszniejsze, że byłam kilka razy przy Hagii Sofii i nigdy nie weszłam do środka! Zawsze byłam tam w poniedziałek, kiedy jest zamknięta, a raz pojechałam specjalnie, żeby zobaczyć muzeum w środku, a tu zonk – jakieś prace renowacyjne 😀

  • Nigdy nie byłam w Chorwacji, z mężem już kilka razy się zastanawialiśmy czy tam pojechać. Im więcej czytam o tym kraju, tym bardziej chcę tam pojechać.

    • Ola

      Bardzo, bardzo polecam! Jak mówiłam, ja byłam w tym roku pierwszy raz i byłam zachwycona 🙂 Bardzo przyjemne miejsce i przemili mieszkańcy 🙂

  • Ale piękne miejsce. Nie byłam jeszcze nigdy w Chorwacji. Ciągle o niej mówimy a jakoś nie wychodzi. Dopiszę Makarską do listy miejsc wartych odwiedzenia. Oj trzeba będzie jechać na objazdówkę 🙂

    • Ola

      Ja byłam w tym roku pierwszy raz, a wcześniej właśnie też wiele słyszałam o Chorwacji, ale jakoś nie zbierałam się do wyjazdu :p Cieszę się, że w tym roku w końcu się udało i mam nadzieję, że Tobie też się w końcu uda tam pojechać 😀 Jest naprawdę pięknie!

  • Mam nadzieję, że wszystko u Was w porządku z związku z ostatnimi wydarzeniami…

    • Ola

      Oj, nie martw się 🙂 Na szczęście wszyscy byliśmy wtedy w Polsce, więc nic nam nie groziło. Jednak już zaraz Ugur został wezwany do powrotu do Turcji, bo pracuje na państwowym stanowisku. Na szczęście w Izmirze jest spokojnie i nic się nie dzieje 🙂 A ze względu na stan wyjątkowy chyba przeprowadzę się do Turcji trochę później niż zamierzałam, ale zobaczymy jeszcze 😉

      • Dobrze, cieszę się, że wszystko w porządku. 🙂

  • Ja w Makarskiej byłam w kwietniu, gdzie kilku turystów sennie snuło się po miasteczku, upał nie doskwierał, a widoki zachwycały. Chętnie zobaczyłabym miasteczko w lecie, ale imprezowy klimat mi nie do końca odpowiada. I pisałam o Makarskiej jako chorwackim Saint Tropez 😉

    • Ola

      A widzisz, pewnie Twój wpis w kwietniu czytałam 😀 Teraz nie jestem pewna, ale raczej tak, bo staram się śledzić Wasze poczynania 😉 Gdybym sama wybierała czas na wyjazd, to w życiu nie zdecydowałabym się na letni sezon, ale ja w sumie nie miałam prawa głosu – moi rodzice wybierali termin. Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko :*

  • Chorwację uwielbiam, gdybym tylko mogła, z przyjemnością bym tam jak najczęściej zaglądała. Naprawdę ma magię w sobie. 🙂