Co zrobić, kiedy ktoś obraża twojego faceta?

Nad tytułowym pytaniem zastanawiam się już od dłuższego czasu. A w sumie od ponad czterech lat. Co prawda, obraźliwe określenia na temat mojego męża nie zdarzają się często. A przynajmniej nie są kierowane bezpośrednio do mnie. Tak naprawdę większość nieciekawych opisów dociera do mnie pocztą pantoflową – choć też nie wiem, do czego mi wiedza o cudzym chamstwie potrzebna? Nie od dziś wiadomo, że najlepiej obrażać kogoś za plecami, a prosto w oczy przekazywać same słodkie kłamstewka. Ale co jeśli już takie dosadne słowa padną? I nie za naszymi plecami, ale zostaną rzucone nam prosto w twarz? Jak na nie odpowiedzieć?

No cóż, wiele przypadków takich niemiłych wypowiedzi uznałabym za bardzo zawoalowane. Obie strony aktu komunikacji wiedzą o co chodzi, mamy jakąś wspólną wiedzę (o ile to można nazwać wiedzą…) i ta osoba, powiedzmy, „atakująca”, próbuje nam przekazać niepostrzeżenie swoje poglądy. I zaczyna się dialog – co ciekawe najczęściej do takich wymian zdań dochodzi z dopiero co poznanymi przeze mnie osobami. Ha! Nie znamy się, ale już możemy być uszczypliwi i rzucać nieciekawe komentarze. Skąd się to bierze?

Ja: A wiesz, bo w sierpniu jadę do swojego chłopaka.

Osoba: Aha, on gdzieś daleko mieszka?

Ja: No, trochę tak (śmiech). Mieszka za granicą.

Osoba: A gdzie?

Ja: A… Wiesz, w Turcji.

Osoba: A co on tam robi…? (podejrzliwie) Pracuje…?

Ja: No, pracuje, mieszka. Jest stamtąd.

Osoba: Ale to Polak?

Ja: Nie… Turek.

Osoba: (chwila ciszy) I nie boisz się?

I właśnie w tej chwili drastycznie skacze mi ciśnienie. Zazwyczaj już od początku rozmowy widzę, że „Osoba” zmierza do punktu, w którym będzie mogła zadać mi takie (genialne) pytanie. I wierzcie mi, staram się nie oceniać takich wypowiedzi, ale, sądząc z mojego czteroletniego doświadczenia, w dziewięćdziesięciu procentach przypadków nie są one niewinne. W zależności jak na nie odpowiem, mój rozmówca albo szybko zmieni temat rozmowy, albo będzie drążył go dalej – zazwyczaj coraz bardziej pogrążając się w moich oczach. Bo najczęściej mam wrażenie, że w takich przypadkach nikt moich odpowiedzi nie słucha, tylko stara się wtłoczyć mi w umysł jakieś, jasne tylko dla tej osoby, chore lęki i uprzedzenia.

Bo przecież ja nie znam swojego chłopaka/kochanka/męża, choćbym znała go ponad rok, pięć, dziesięć, lub trzydzieści lat, prawda?

Bo choć znam całą jego rodzinę i byłam wielokrotnie w jego kraju i mieście, w którym się wychował, to nie mam pojęcia co to za miejsce i ludzie. Jasne, nie?

Bo każdy durny romans lub sensacyjny gniot sprzedawany w kiosku za 9.99 i przede wszystkim „Rozmowy w toku” powiedzą mi o moim partnerze więcej niż moje kilka lat związku z nim. Żelazna logika.

A co ze związkami, które rozpadają się po wielu latach? Gdzie w takim razie usytuować te wieloletnie romanse i kłamstwa mówione codziennie w oczy mężowi/żonie/partnerowi przez kilka albo nawet kilkanaście lat? Tylko w Turcji? Arabii Saudyjskiej? Egipcie? Libanie? Przecież wszędzie można trafić na najgorszego łajdaka!

Czyli wychodzi na to, że każdemu wchodzącemu w nowy związek lub zakładającemu rodzinę powinniśmy zadać podstawowe pytanie:

„Nie boisz się?!”

Wracając jednak do odpowiedzi na takie zawoalowane zaczepki, to przyznam, że dotąd nie znalazłam na nie idealnej odpowiedzi. W zależności od osoby staram się albo normalnie wchodzić w dalszą rozmowę – bo widzę, że koleżanka (lub kolega) wcale nie chce być dla mnie niemiła, albo zwyczajnie próbuję ucinać ten niewygodny temat. No bo po co mam szargać swoje biedne nerwy?

Zazwyczaj udaję wtedy, że zwyczajnie nie mam pojęcia o co tej osobie w ogóle może chodzić. Bo niby o co? Ja nie mam jakichś dziwnych lęków dotyczących mojego męża, albo kraju, w którym mieszka. Więc odpowiadam wtedy święcie zdziwiona: „Nie, a czego mam się bać?”. I natychmiast, swobodnie przechodzę do innego tematu.

Oczywiście, czasem zdarza się rozmówca, z którym można rzeczowo porozmawiać. Zazwyczaj nie pada więc pytanie sformułowane w taki sposób, ale jest ono jakoś dookreślone, chociażby: „A nie boisz się? Bo wiesz, teraz, kiedy jest stan wyjątkowy w Turcji, to nie wiadomo, co tam będzie się działo…” I takie rozmowy w pełni rozumiem i z chęcią w nie wchodzę, bo widzę, że mogę wtedy swobodnie porozmawiać, bez zbędnego stresu.

Zanim jednak wypracowałam sobie te odpowiedzi (albo po prostu, o zgrozo, przyzwyczaiłam się do takich pytań), to zdarzało mi się wpadać w obrzydliwą pułapkę zupełnie niepotrzebnego tłumaczenia się. Kiedy teraz o tym pomyślę, to aż przechodzą mnie ciarki… Fuj!

Mówiłam więc, że mój chłopak nie jest takim „typowym” Turkiem (tylko co znaczy „typowy Turek”? Co za wstyd!), tylko jest bardziej zeuropeizowany. Damska część jego rodziny nie zakrywa się. Mężczyźni i kobiety razem spędzają czas, nie mają problemów z płcią, czy europejskim ubiorem. Piją alkohol (!) i zachowują się po europejsku (?!).

Szczerze, nie jestem w stanie pojąć, co mogło mi wtedy chodzić po głowie, kiedy starałam się tak nieudolnie „tłumaczyć” swojego chłopaka i jego rodzinę. Z perspektywy czasu widzę, jak durne i krzywdzące było moje zachowanie. Jakbym próbowała zaakceptować cudze, stereotypowe myślenie o Turcji i jej mieszkańcach.

Bo nawet gdyby cała rodzina mojego męża chodziła w strojach jak za czasów Mahometa, modliła się pięć razy dziennie i do poduszki podśpiewywała sobie Koran, to co w tym złego? Wciąż są normalnymi, niekoniecznie od razu dobrymi lub złymi, ludźmi. W dłuższej perspektywie, jak każdy inny człowiek, mogą okazać się bardzo gościnni, niezwykle skąpi, słodcy jak cukierek i wredni do bólu. I niech mi ktoś powie, jak na te cechy charakteru może wpłynąć to, co jedzą, co piją i jak się ubierają? Bo dla mnie ma się to jak piernik do wiatraka.

Ale to, o czym na razie pisałam, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, choć jednocześnie jest zjawiskiem najczęściej przeze mnie spotykanym. Zdecydowanie rzadziej możemy usłyszeć prawdziwie zjadliwe komentarze. Opowiem Wam pewną, dość krótką, historię…

Do niedawna pracowałam w szkole. Często z innymi nauczycielkami wracałam z pracy tym samym środkiem transportu – autobusem, tramwajem albo pociągiem, różnie bywało. Oczywiście, w trakcie takich powrotów z pracy rozmawiałyśmy na wiele przeróżnych tematów, jednak nigdy nie zapomnę bardzo dziwnego dialogu, w jakim miałam „przyjemność” brać udział na przystanku autobusowym.

Osoba 1: Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być w związku na odległość.

Ja: Oj tam, niektórym to nie przeszkadza.

Osoba 1: No tak, ty znowu z tym swoim kebabem.

Ja: … (nieopisany szok na twarzy)

Osoba 2: (do Osoby 1) Weź przestań, bo zaraz się wku…i i ci jeb…e!

!!!

No cóż…

Dotąd nie potrafię zdecydować, która z wypowiedzi bardziej mnie zszokowała. Ale musicie przyznać, że każdy rodzic marzy, MARZY, żeby oddać swoje dzieci do szkoły, w której pracują tacy pedagodzy, nie? 😉

W takim przypadku stosuję i doradzam jedno. Niezwykle obfite w znaczenieMILCZENIE. Opcjonalnie można wyrazić swoje oburzenie jakimś westchnieniem lub półuśmieszkiem, ale odradzam wdawanie się w jakieś dłuższe dyskusje. Wątpię, czy mają jakiś sens, no może, że jesteście wybitnie (WYBITNIE!) spokojnymi ludźmi. Ja, na swoje nieszczęście, do takich nie należę, więc wolę nie kontynuować takiego tematu, bo mogłoby dojść wyłącznie do bardzo nieprzyjemnych spięć, a zapewne ani jedna, ani druga strona sporu nie uzyskałaby z tego żadnych korzyści.

Czasami wystarczy krótko i jasno wyrazić swój brak akceptacji dla takich odzywek i zakończyć rozmowę. Po co się męczyć po próżnicy? Nawet jeżeli, to co miałabym powiedzieć, żeby się takiej osobie „odciąć”? Co tam u twojego pieroga? Bigosu? Przecież to jakaś komedia!

Nie da się ukryć, że takie wypowiedzi są najgorsze, kiedy padają z ust osób, z którymi musimy przestawać na co dzień. Wyobraźcie sobie, że musicie codziennie chodzić do tej samej pracy z tymi właśnie osobami. Że musicie z nimi rozmawiać, normalnie pracować, czasem nawet wracać tym samym autobusem. A innym razem, na dobry początek dnia, spotykać ich po drodze do pracy. I co? Macie się do nich uśmiechać, mając cały czas z tyłu głowy te słowa, które wcześniej powiedzieli?

Naprawdę czasami się zastanawiam, czy ta gra w ogóle jest warta świeczki. Czy takich osób nie powinno się zwyczajnie ignorować, zapomnieć o tym co powiedzieli i iść dalej. No ale chyba tak się nie da, bo te słowa jednak między nami padły. I to nie były wypowiedzi pierwszego typu, o którym wspomniałam, takie zawoalowane, ale takie dosadne, pewne. Po nich od razu widać, że ta osoba jest dla twojego męża najzwyczajniej w świecie chamska.

Ale odwróćmy tę sytuację.

Co byście chcieli, albo chciały, żeby wasz partner zrobił, gdyby ktoś w jego obecności tak o was mówił? Bo co? Co by było gdyby ktoś z Turcji, jakiś tam Turek, powiedział mojemu mężowi, że ja, jako Polka, jako Słowianka, mam w swojej naturze puszczanie się na prawo i lewo? Że sypiam z każdym, kto się akurat napatoczy? Kto wie, może w Turcji pracuję jako prostytutka?

Co w takiej sytuacji powinien mój mężczyzna zrobić? Czy też powinien zachować pełne znaczenia milczenie? Czy może powinien jakoś (słownie!) zareagować?

Wbrew pozorom to bardzo trudne pytanie. Cóż, niektórzy z pewnością nie mieliby żadnych wątpliwości i oczekiwaliby dania takiej osobie w mordę i w ogóle powinno natychmiast dojść do rękoczynów. Ja jednak uważam, że czasem naprawdę nie warto strzępić języka (i obijać pięści) po próżnicy i odejść z takiej sytuacji z honorem, mając świadomość własnej wartości.

To był drugi typ z sytuacji, które dotąd wymieniłam. A co z przypadkiem, kiedy ktoś kompletnie nam nieznany, kto nawet nie chce wchodzić z nami w kontakt, stosuje wobec nas takie niewybredne komentarze? Może się to zdarzyć na przykład w tramwaju, autobusie, pociągu, na przystanku, w sklepie lub w barze – dosłownie wszędzie.

Opowiem kolejną historię.

Jechałam ze swoim chłopakiem pociągiem z Krakowa do Warszawy. Wybraliśmy się do grodu Kraka, żeby spotkać się z moimi przyjaciółmi i przy okazji pospacerować po pięknym krakowskim Rynku, zobaczyć Sukiennice, Wawel i takie tam. Nie byliśmy zorientowani w terminarzu meczów polskiej ligi piłkarskiej, co w sumie nie wyszło nam na dobre, bo okazało się, że w pociągu, którym wracaliśmy do stolicy, będziemy dzielić przedział z panami dość dobrze zaznajomionymi w piłkarskich klimatach. Szczególnie tych związanymi ze słowem: ustawka.

Niestety, panowie nie raczyli pominąć wzrokiem mojego partnera i uraczyli mnie kilkoma zdaniami dotyczącymi „ukochanego brudaska”. Na szczęście ta sytuacja nie poszła dalej w tym kierunku – panowie postanowili omówić plan kolejnego „spotkania towarzyskiego” z kibicami przeciwnej drużyny. Na kolejnym dworcu na korytarzu pociągu pojawili się policjanci, więc wtedy już całkowicie przestałam się martwić o naszą dalszą podróż 🙂

Ten ostatni przypadek jest dość podobny, jeżeli chodzi o poziom obraźliwości, do chamskich komentarzy, które znajdziemy w Internecie. I wydaje mi się, że obie sytuacje są dość patowe. Nie licząc ingerencji policji, praktycznie nie możemy sobie z nimi poradzić. Raczej nie będę się odcinać jakiemuś kibolowi w pociągu? Albo odpisywać na miliony durnych komentarzy na Facebooku czy jakimś forum internetowym. Jedyne co pozostaje, to zgłaszanie takich sytuacji do administratorów, policji czy innych organizacji, które się takimi sprawami zajmują.

I tak na koniec podsumuję, że bardzo bym chciała, żeby nie było mi przykro, kiedy ktoś mówi coś chamskiego i niewybrednego (i nie chodzi o konstruktywną krytykę, tę przyjmuję, raczej, z godnością) o mnie albo moim mężu. Albo w sumie o każdej, Bogu ducha winnej osobie, a takich, niestety, jest od groma.

Mnie naprawdę w takich chwilach jest przykro. Może nie zawsze jakoś bardzo, ale jednak. Często wygląda to tak, jakbym się wyłącznie oburzyła, zdenerwowała, a tak naprawdę taka wypowiedź mnie rzeczywiście dotyka. Na szczęście nie trwa to długo, tak naprawdę tylko krótką chwilę, a potem zostaje tylko politowanie i niesmak.

Kiedy słyszę takie słowa, to w sumie żałuje jednego. Że nie mogę być kaczką. Bo po mnie nic nie spływa od tak.

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Szczerze mówiąc nie wiem, czy z takiej sytuacji jest dobre rozwiązanie. Milczenie jest chyba najlepszym wyjściem bo niby co można odpowiedzieć na taką obelgę. Z drugiej strony sama nie wiem, co byłoby dla mnie gorsze – znoszenie chamskich, rasistowskich tekstów czy koleżanki wodzące oczami za przystojnym, ciemnowłosym mężem. A wydaje mi się, że jest też pewna grupa kobiet, u których obcokrajowcy, szczególnie ci o urodzie nieco odmiennej niż słowiańska, powodują rozluźnienie zahamowań.

    • Ola

      Tak, są takie kobiety, ale powiem Ci, że wbrew pozorom jest ich baaardzo niewiele (albo mój facet takich nie przyciąga :D). W sumie to może raz spotkałam się z dziwną sytuacją, kiedy jakaś dziewczyna prawie pociągnęła na siłe mojego faceta do tańca i w ogóle rzucała mu takie przeciągłe spojrzenia 😀 Ale mnie to bardziej bawiło niż jakoś denerwowało, bo chyba nie zauważyła, że on jest tam ze mną, a poza tym mój U. zainteresowany nie był.
      Jeżeli nikogo tym nie ranią (np. nie zdradzają swojego męża), to niech sobie robią co chcą – ich życie 😀

  • ewur

    Ta historia z „kebabem” to szok. Pełna kulturka:P Plus jest taki, że już nie zadajesz się z tą osobą 😛

    • Ola

      Nie da się ukryć 😀 Mnie to dosłownie zatkało na kilka minut, haha 😉

  • Myślę, że powinnaś po prostu się tym wszystkim nie przejmować. Wiem, że to trudne i „łatwo mi powiedzieć”, ale zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał jakieś „ale”. Szczególnie, że teraz źle się dzieje na świecie, co chwilę media zasypują nas fatalnymi informacjami i ludzie, którzy mało podróżują albo są ściśle na dany temat ukierunkowani i mają klapki na oczach nie pojmą w życiu tego, że każdy Turek, Irakijczyk, Taj czy Amerykanin jest inny. I że są źli i dobrzy ludzie. A nie „wszyscy Turkowie są źli i sprzedają kebaby”. Polemika z niektórymi może Ci tylko zszargać nerwy. Aczkolwiek są tacy, z którymi warto podyskutować, otworzyć im oczy. Sama mam koleżankę, która mieszka w Turcji, ma męża i dziecko z Turkiem i jest pewnie szczęśliwsza niż wiele Polek uwikłanych w nienormalne związki u nas w kraju. Ale ludzie jak mówili tak będą mówić, więc po prostu powinnaś ich zignorować szczególnie jeśli są ci obcy.

    • Ola

      Zgadzam się z Tobą w stu procentach 😀 Tylko wiesz, wszystko zależy kim jest dla Ciebie ta osoba. Dopóki jest to jakaś babcia w autobusie albo facet na przystanku, to po prostu idzie się dalej i nawet chwili nad tym nie zastanowi. Gorzej, jeżeli z takimi osobami musisz cały czas przebywać. Sporo się nasłuchałam o osobach, które nie mają oparcia nawet w najbliższej rodzinie i przy byle okazji muszą się takich komentarzy nasłuchać. I to jest potwornie smutne.

      Dzięki za radę i w ogóle miłe słowa, bo one się zawsze bardzo przydają. Od razu inaczej podchodzi się do takich sytuacji 😉 Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie!

  • Marlena Puchalska-Zaguła

    Niestety w takich sytuacjach pozostaje nam milczenie i zrywanie kontaktu – chyba, że chcemy wdawać się w dyskusje na poziomie rozmówcy – ale po co?

    • Ola

      Niestety, chyba nie zawsze da się zerwać taki kontakt. A dalsza rozmowa na poziomie rozmówcy jest najgorsza – niepotrzebny stres i w ogóle człowiek się sam poniża 😉 Dziękuję za cenną radę 🙂

  • Przede wszystkim ja bym sie zastanowila czy ciagle warto spedzac czas z osobami takimi jak Osoba 1 i 2. Bo o ile Osoba bez numerka wykazala sie zwykla troska, to te wspomniane powyzej sa po prostu chamskie i raczej szkoda czasu i sliny na dyskusje i przebywanie z nimi.
    Glupie czasy nastaly, ze wpaja sie ludziom poczucie wszechobecnego zagrozenia i kojarzenie pewnych zachowan z wyznawana religia. Zycze Ci powodzenia i pogody ducha. Zacznij ignorowac tego typu gadki, a zobaczysz, ze szybko znikna z Twojego otoczenia 🙂
    PS. Przepraszam za brak polskich znakow, ale chwilowo przyszlo mi pisac na klawiaturze bez polskich ogonkow 🙂 Pozdrawiam cieplo 🙂

    • Ola

      Nie ma problemu, każdemu zdarza się choć raz brak polskich znaków. A co do samych przypadków, to właśnie powiem Ci, że ta pierwsza osoba nie zawsze kieruje się troską. Oczywiście, to się zdarza i od razu da się to wychwycić. Wielokrotnie jednak zdarza mi się, że to „nie boisz się” okraszone jest delikatnym prychnięciem albo złośliwym uśmieszkiem 😀 Wtedy od razu ucinam temat.
      A te inne osoby są już na szczęście marginesem, ale i tak takie komentarze mogą człowieka totalnie zszokować. Mnie po prostu wryło w ziemię, kiedy pierwszy raz coś takiego usłyszałam 🙂
      Dziękuję Ci za bardzo cenny komentarz! Pogoda ducha to podstawa! Pozdrawiam cieplutko :*

  • Trudny temat, ale ciekawie to opisałaś, szczerze. I ta szczerość do mnie przemawia.
    Pozdrawiam!
    https://www.facebook.com/artmagdahandmade/photos/a.392478694216385.1073741898.186722384792018/831792453618338/?type=3&theater

    • Ola

      Bardzo dziękuję 🙂 Również pozdrawiam cieplutko!

  • Przemilczałabym… Nie zmienisz naszego narodowego podejścia do niektórych spraw.

    • Ola

      Narodowe podejście? No trochę krzywdzące jest mówienie, że wszyscy Polacy mają takie podejście. Większość jednak jest normalna 😉 Tylko wyjątki mają takie dziwne problemy 😀

  • Kebab, czy krowa ( to oczywiście metafora), każda kultura jest inna, inni ludzie, inni zwyczaje. My mamy przecież tak samo, więc powinniśmy to uszanować. Jestem na świeżo po seansie filmu; „Facet na miarę”. Polecam 🙂

    • Ola

      Haha, wstrzeliłeś się, uwielbiam takie filmy 😉 No właśnie różnice kulturowe mogą być nawet między jednym końcem Polski, a drugim, ale, niestety, nie wszyscy chcą to zrozumieć! Dzięki serdeczne za odwiedziny 🙂

  • Niestety, Polacy nie są tolerancyjni, szczególnie ci, którzy nigdy nie byli za granicami kraju i oglądają propagandowe programy w telewizji. Moja siostra związana jest z chłopakiem z Kongo, mają dziecko i też spotyka ich wiele przykrości. Ludzie nie mają wyczucia i taktu. Oczywiście nie wszyscy. Kiedyś bratowa mojego męża coś mówiła o USA i padło z jej słów słowo „czarnuch’. We mnie aż się zagotowało, więc powiedziałam jej jak ona ma czelność obrażać kogoś wiedząc, że siedzi przy stole z osobą, w której rodzinie jest czarnoskóry człowiek. I wiesz co ona zrobiła? Wyparła się tego i powiedziała, że się przesłyszałam i całą winę zaczęła zrzucać na mnie, że oskarżam itp. Najgorsze jest to, że nikt nic nie powiedział, nie potwierdził, bo nie chciał psuć relacji w rodzinie! Ona jest zatwardziałą katoliczką i nie wiem jak może tak kategoryzować ludzi, ale w sumie się nie dziwię, bo mam koleżankę, która uczy religii i nazywa ludzi z Syrii ‚ciapatymi’. Szok, dla mnie to jest nie do przyjęcia! Także, ja z bratową męża ucięłam kontakty, bo nie lubię jak ktoś nie szanuje innych.

    • Ola

      Wyparła się? Hahaha, wybacz, ale to jest tak abstrakcyjne, że nie da się z tego nie śmiać. Ja nie wiem, ludzie przechodzą już samych siebie. Ale widzę, że od czasu do czasu też masz styczność z takimi szokującymi sytuacjami. Niby najłatwiej byłoby to olać, ale – to chyba też zależy od charakteru – czasem się po prostu nie da. To na przykład nie leży w mojej naturze. Ja też bym z pewnością zwróciła uwagę tej bratowej. Ale zauważyłam, że wśród wielu grup jest to samo. Padnie jakiś chamski tekst, ja zwrócę na niego uwagę, a reszta milczy jak zaklęta. Przecież nic się nie stało, nie? Czasami aż się we mnie gotuje w takich momentach.
      Ale widzę, że w przypadku tego tematu świetnie się rozumiemy 😉
      Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za odwiedziny!

  • Takie rzeczy nigdy, przenigdy nie powinny mieć miejsca. To przykre, że żyjemy w katolickim kraju, w którym właśnie tu brakuje tolerancji. W Polsce brakuje zrozumienia dla ludzi o innych poglądach, innych religii, o innych kolorach skóry, czy nawet pasjach i innym wyglądzie. Nie wiem, czy to się zmieni wraz z nowym pokoleniem, bo niestety dorośli w ten sam sposób uczą podejścia do inności swoje dzieci.

    • Ola

      Dobrze, że wspomniałaś o tych pasjach i wyglądzie. To też mnie bardzo smuci. Dlaczego miałaby mi przeszkadzać dziewczyna w krótkich spodenkach, przecież nie robi mi niczego złego… A jestem pewna, że wiele innych kobiet już będzie pluć jadem, bo goła, bo taka i owaka. Skąd się to bierze? Nie mam pojęcia 🙁

  • Cześć! Podoba mi się Twój blog, więc nominowałam Cię do akcji „Liebster Award”. Zapraszam po więcej informacji na http://www.booktwist.pl/booktwist-z-nominacja/ Udanej zabawy! 🙂

    • Ola

      Ciekawe, dzięki za nominowanie 🙂 Pozdrawiam cieplutko!

  • Wiem co to związek na odległość, choć nie taką dużą (raptem 180 km) – życzę Wam powodzenia, bo to trudna relacja 🙂 Słowami trzeba zrównoważyć brak obecności. Czasami należy zachować milczenie, kiedy żadne słowa nie wydają się odpowiednie. Po co szczekaczom lać wodę na ich młyn?

    • Ola

      Na szczęście już nie jesteśmy w związku na odległość. Od razu wszystko lepiej się układa 😀 Tak, to milczenie jest chyba receptą, choć czasem ma się ochotę dopiec!

  • Kwestia stereotypów jest stara jak świat. Czy można się ich pozbyć? Stanowczo nie. Nie zmienicie całego świata. Możecie tylko swoją postawą pokazać, że obiegowe opinie w Waszym przypadku to bzdura. Przekonacie pewnie kilka osób w swoim otoczeniu. Reszta pozostanie przy swoich poglądach.

    • Ola

      Masz oczywiście rację 😉 Jednak myślenie, a wyrażanie na głos swoich poglądów, to dwie inne rzeczy. Niestety, w kwestii inności w Polsce coraz częściej trzeba stykać się z najgorszym chamstwem i jestem w szoku, że ludzie nie wstydzą się słów, które wypowiadają 🙂

  • Sandra F

    Niestety zawsze byly i chyba beda stereotypy. Moj maz jest z Maroka. Ostatnio odwiedzilismy moja rodzine i tym samym moj maz jak i nasz syn poznal babcie ciocie itp. jedna z siostr mojego taty zapytala (gdymoj maz jeszcze sie rozbieral) „a on rozumie po polsku” ja odpowiedzialam „tak, wiekszosc rozumie” na co ona „a to teraz trzeba uwazac co sie mowi” mnie zatkalo no bo co mialam niby powiedziec.. jak to uwazac, to co ona chciala mowic…
    No coz ludzi nie zmienisz.