Przepis na kawę po turecku? Byle nie w barowym wydaniu!

Na hasło „kawa po turecku” od razu przed moimi oczami pojawia się postać jednego z przyjaciół mojego taty – nazwijmy go panem B. Otóż pan B zajmuje się różnego typu pracami wykończeniowymi, ale przede wszystkim specjalizuje się w malowaniu ścian. Od dzieciństwa pamiętam go w swoim domu, kiedy to pomagał mojemu tacie we wszelkich pracach budowlanych. Często, kiedy rodzice byli w pracy, pracował także sam, a my (ja i moje siostry) byłyśmy jego pomocnicami. Oprócz rozklejaniu taśmy w różnych miejscach i podtrzymywaniu drabiny, musiałyśmy poświęcać swój czas rozmowie (pan B ewidentnie nie lubi samotności) oraz  podawaniu różnych napojów – w tym tytułowej kawy po turecku, czyli fusiastej, zmielonej kawie, zwyczajnie zalanej wrzątkiem.

coffee-473765_1920

Sądzę jednak, że gdyby dać jakiemukolwiek Turkowi (lub Turczynce) na posmakowanie naszej rodzimej mikstury – dumnie określonej nazwą: „po turecku”, to albo padłby trupem na miejscu, albo, w wersji bardziej optymistycznej, pękł ze śmiechu.

Turcy, jak można wywnioskować z mojego poprzedniego wpisu na temat herbaty, nie szczędzą czasu na przygotowanie ulubionych potraw lub napojów. Tak jest również z kawą, która w sercach Turków znalazła swoje specjalne miejsce – zaraz obok czarnej herbaty. Jednak należy zaznaczyć, że miłość, jaką żywią do tego napoju jest apodyktyczna i bezkompromisowa. Kawa ma być wyłącznie po turecku – taka a nie inna. Jeżeli odbiega od jedynego słusznego sposobu parzenia, to nie jest wtedy kawą – a już na pewno nie kawą po turecku! Ale przejdę już do rzeczy…

turkish-coffee-1021287_1920

CZYLI O PARZENIU KAWY PO TURECKU

Nie ma lekko. Bez specjalnego osprzętu się nie obejdzie. Czyli znowu należy poznać konkretne terminy, sprzęty i techniki. I od razu przyznam – nie jestem mistrzem w tej dyscyplinie. Ba! Nie przyjęliby mnie nawet do młodzików… Chyba każda Turczynka w moim wieku parsknęłaby ze śmiechu (i pewnie często byłby to śmiech politowania), gdyby zobaczyła jak niezgrabnie wykonuję kolejne kroki idealnego zaparzania kawy. No, ale po kolei…

Przede wszystkim potrzebujemy najlepszej, drobno zmielonej – prawie na puder, palonej kawy, małego miedzianego tygielka (cezve, czytaj: „dżezwe”), cukru i zimnej wody. Dobrze jest też mieć małe filiżaneczki do tureckiej kawy – wydaje mi się, że gabarytami przypominają te do espresso, ale mogą być odrobinę większe. Takiej filiżanki potrzebujemy, żeby nalać odpowiednią ilość wody do tygielka.

KROK PIERWSZY:

Do naszego tygielka wlewamy odpowiednią ilość zimnej (!) wody, w proporcji: jedna filiżanka wody na jedną pijącą kawkę osobę. Jeżeli chcemy więc przygotować cztery filiżanki kawy dla czterech osób, do tygielka wlewamy cztery pełne filiżanki zimnej wody. Na koniec dolewamy dodatkowe pół filiżanki, żeby wody nie było na styk – w końcu część wody przejmą fusy 🙂

KROK DRUGI:

Wsypujemy do tygielka kawę: najlepiej czubatą – ten czub ma być naprawdę imponujący – łyżeczkę na jedną filiżankę kawy. Dodajemy już teraz również cukier. Po podaniu zaparzonej kawy raczej nikt nie przyniesie nam cukru, żebyśmy mogli sobie kawę dosłodzić. Kawa już zaparzona powinna być odpowiednio słodka. Dodajemy więc słodyczy tyle, ile w rzeczywistości potrzebujemy, żeby osiągnąć wymarzony smak. Kiedy już wszystko dodamy, stawiamy tygielek na małym ogniu i intensywnie mieszamy przez około 30 sekund.

KROK TRZECI:

Na wierzchu naszej mikstury powinna pojawić się kremowa pianka koloru orzecha. Nie możemy jej stracić, bo podanie napoju bez niej w oczach Turków natychmiast odbierze przygotowującemu kawę tytuł Perfekcyjnej Pani (lub Perfekcyjnego Pana) Domu. Ogółem Pan (lub Pani) okryje się hańbą i wstydem. Zachowajmy więc piankę za wszelką cenę! W związku z tym staramy się podczas zaparzania napoju mieszać kawę jak najrzadziej. Raczej czekamy aż rozpocznie się proces gotowania. Nie może się jednak zacząć na dobre! Musimy obserwować piankę – jeżeli czarny płyn zacznie ją delikatnie zalewać z boków, oznacza to, że nasza kawa jest już gotowa.

Dodam, że niektórzy zdejmują w takiej chwili tygielek z ognia i powtarzają procedurę z powolnym doprowadzaniem płynu do wrzenia. Podobno ma to zwiększyć walory smakowe kawy, ale ja sama, tak szczerze, nie czuję żadnej różnicy.

KROK CZWARTY – NALEWANIE:

Chyba każdy potrafi nalać kawę do filiżanek, nie? A jednak! Szkopuł tkwi w tym, żeby, jak już wcześniej wspominałam, nie stracić drogocennej pianki. Należy więc albo zebrać łyżeczką piankę i wlać ją do każdej z filiżaneczek, albo powoli nalać po odrobinie płynu wraz z pianką do naczynek, a potem dopiero zapełnić je resztą czarnego napoju.

13389267_10154146839455256_1152636789_o

GOTOWE!

Na koniec jeszcze tylko wspomnę, że z kawą związane są różne zwyczaje i przesądy, ale o nich opowiem już w następnym wpisie 😉

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Ewa

    Aż chce się spróbować takiej kawki 🙂

    • Ola

      To czas sobie taką zaparzyć 😉 Ona jest naprawdę smaczna, ja na przykład nie lubię kawy z ekspresu, a taką kawę wypijam z przyjemnością i uwielbiam jej niezwykły zapach. Pozdrawiam cieplutko, dzięki za odwiedziny 🙂

  • Kolejny bardzo ciekawy wpis – najpierw o herbacie, teraz o parzeniu kawy. Podziwiam u Turków to, że mają czas na tego typu rytuały i chce im się celebrować picie napojów, choć przecież mogliby po prostu zalać torebkę herbaty wrzątkiem. Gdybyśmy my mieli czas na takie smakowanie ulubionego napoju i jego powolne przygotowanie z pewnością łatwiej byłoby nam się zrelaksować i nie odczuwalibyśmy takiej gonitwy na co dzień. Zastanawiam się tylko co z osobami, które tak jak ja nie lubią słodkiej kawy. 🙂

    • Ola

      Są takie kawiarnie w Turcji, które specjalizują się jedynie parzeniem kawy – co ciekawe w niektórych kawa parzona jest już w filiżance, czego sama sobie nie potrafię do końca wyobrazić. Ja miałam przyjemność pierwszy raz pić taką kawę po turecku akurat w takim miejscu i rzeczywiście wyjątkowo mi smakowała. Ale przejdę do rzeczy, bo gubię wątek 😉 Otóż w tych lepszych kawiarniach zawsze pytają przy zbieraniu zamówień, czy chcesz kawę z cukrem czy bez cukru. Więc widzisz, dla takich osób jak Ty wyjście też się znajdzie :))) Pozdrawiam cieplutko i bardzo dziękuję za odwiedziny :*

      • Super, jestem uratowana!:) Nie ma za co:*

  • Uwielbiam kawę 🙂 Chyba w weekend wykorzystam Twój przepis i zaparzę sobie kawę po turecku 🙂

    • Ola

      Ja za to z kaw lubię tylko kawę po turecku 🙂 Pozdrawiam!

  • TURCJĘ kocham miłością od pierwszego wejrzenia!!! Marzę o Stambule, bo tam, o dziwo, jeszcze nie byłam:) Kawę po turecku uwielbiam, ale najlepiej smakuje w Turcji…

    • Ola

      Prawda! Dzisiaj, będąc w Chorwacji, zatęskniłam za turecką kawką. W domku, który wynajmujemy, były takie tygielki do kawki jak w Turcji. No i zrobiłam sobie kawunię, nawet pianka mi wyszła (!!!), ale smak nie ten sam 🙁 Pozdrawiam cieplutko i cieszę się, że zakochałaś się w Turcji, to naprawdę piękny kraj!