10 rzeczy, które zdziwiły mnie w Turcji, cz. 1: Jak wygląda Turcja?

Chyba każdy, kto mieszka na obczyźnie, musi prędzej czy później napisać takie zestawienie. Mnie chodziło ono po głowie już od jakiegoś czasu, szczególnie, że sporo osób mnie o takie rzeczy pyta.

W Turcji byłam już wcześniej na miesięcznym stażu, na Erasmusie i kilku krótkich urlopach. Wydawało mi się, że po wyprowadzce tutaj, zacznę dostrzegać jeszcze inne zadziwiające rzeczy i dopiero po jakimś czasie dojrzeję do napisania takiego wpisu.

I to był błąd.

Może się mylę, ale właśnie taki tekst powinien być jednym z pierwszym jaki bloger (haha) wrzucony w nowe otoczenie, musi napisać.

Przecież to właśnie na samym początku życia w innym kraju dostrzegamy najwięcej rzeczy „dziwnych”, „innych” czy „irytujących”. Po jakimś czasie oczywiście dostrzegamy wciąż nowe, zgoła odmienne rzeczy, ale nasze początkowe, naiwne zdziwienie nie będzie już takie samo. Nie potrafimy spojrzeć już na Turcję „świeżym”, polskim okiem.

Trochę żałuję, że od kiedy wpadłam na pomysł pisania o życiu w Turcji, nie robiłam obszerniejszych notatek. Na pewno znalazłabym w nich to, czego dzisiaj bym już nie dostrzegła.

Moje dziesięć przykładów będzie więc już trochę bardziej rozbudowane, ale wciąż, mam nadzieję, ciekawe :)) Dzisiaj, w części pierwszej, przedstawię tylko punkt pierwszy, a na resztę trzeba będzie cierpliwie poczekać!

I. Wygląd Turcji: bogactwo i bieda

Zdjęcie, które obiegło chyba całą Turcję. Dzieci bawią się przy swoich domkach, a w tle jedne z najwyższych wież Europy. Izmir
Zdjęcie, które obiegło chyba całą Turcję. Dzieci bawią się przy swoich domkach, a w tle jedne z najwyższych wież Europy. Izmir

Tutaj muszę cofnąć się do mojego pierwszego wyjazdu do Turcji. Akurat mój pierwszy pobyt łączył się od razu z Izmirem, a nie, jak w przypadku wielu innych Polaków – z Antalyą, Kemerem, czy innymi turystycznymi miejscowościami.

Wiem, że zabrzmi to bardzo naiwnie, ale naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się po wyglądzie Izmiru spodziewać. Z jednej strony słyszałam, że jest większy od Warszawy, że to na wskroś nowoczesne miasto – mogące spokojnie konkurować z wieloma europejskimi stolicami, a z drugiej… Cóż. Wiadomo, co wielu Polaków sądzi o Turcji.

Słyszałam więc, że większość przestrzeni tureckich miast stanowią dzielnice biedy, że budynki zazwyczaj nie są ukończone, żeby nie musieć płacić rachunków, że wszystko wygląda staro, ubogo i szaro, a na ulicy walają się tylko śmieci, leżą bezpańskie psy i modlą się wychudzeni żebracy.

Więc gdzie mogła być prawda? Oczywiście gdzieś pośrodku.

Kiedy jechałam samochodem już z lotniska i patrzyłam przez szybę na oświetlone ulice, dziwiły mnie palmy, przez liście których przebijało światło latarni.

Dziwiły mnie szerokie, dwu lub trzypasmowe drogi i autostrada przecinająca miasto.

Zdziwiły mnie wielkość, szerokość i rozmach wszelkich budynków, które, oczywiście, często były szare i stare, ale nie rzadko też nowe lub dopiero odrestaurowane.

dscn2055
Ta „miejska” część dzielnicy.

Prawdziwe zdziwienie jednak dopadło mnie na następny dzień. Poszłam na spacer ze swoim obecnym mężem, który postanowił zabrać mnie nad morze. Nasza droga prowadziła przez ogrody mandarynkowe.

W jednej chwili, przez podziemne przejście pod trasą szybkiego ruchu, przeniosłam się z tętniącego życiem, nowoczesnego miasta do prawdziwej tureckiej wsi.

Otaczały mnie pobielone ściany małych, ubogich domostw. Na podwórzach, przywiązane do małego drzewka konie odganiały ogonem drażniące muchy. A na brukowanej drodze trzeba uważać, żeby przypadkiem nie wdepnąć w krowie odchody. Pełnia wsi w jednej z największych tureckich metropolii.

Grób świętego, przy którym Turcy się modlą i przywiązują kolorowe kokardki.
Grób świętego, przy którym Turcy się modlą i przywiązują kolorowe skrawki materiału.

I kiedy się odwrócimy, ponad dachami małych domków i drzewek, zobaczymy wzbijające się do góry zarysy ekskluzywnych apartamentowców.

Im bliżej morza, tym częściej pośród małych, pobielonych domków wykwita jakaś ogromna willa. Zazwyczaj otoczona wysokim na kilka metrów murem, wykończonym przez zapobiegliwych właścicieli drutem kolczastym.

Nad samym morzem wzdłuż szerokiego deptaku, placów zabaw i kawiarni, stoją już tylko zapierające dech w piersiach wille. Tym razem bez strzegącego je przed wzrokiem ciekawskich osób muru.

Przyznaję, że to połączenie biedy (bo posiadacze małych, pobielonych domków do bogaczy nie należą) z ogromnym bogactwem jest czymś, co wciąż mnie ogromnie zadziwia w Turcji. Może nie widzę tego w ten sam sposób, bo teraz bardziej denerwuje mnie ta nierówność niż dziwi. Widać pierwszy szok już minął.

Dopiero kiedy ujrzałam te jawne podziały na własne oczy i widzę codziennie, wjeżdżając z bogatszej dzielnicy w biedniejszą i na odwrót, potrafię w pełni zrozumieć słowa mojego męża o Polsce.

Kiedy pytam go, co mu się w mojej ojczyźnie podoba, zawsze odpowiada, że właśnie brak ogromnego kontrastu między biednymi a bogatymi jest tym, co najlepsze dla niego w Polsce. No i oczywiście zieleń ;))

W następnym wpisie z tej serii będzie trochę o tureckim ubiorze. On też może wiele osób zdziwić – i nie chodzi tu wcale o burki czy czarszafy, choć o czymś w tym zakresie też wspomnę ;))

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Właśnie, co innego wyjazd na wakacje do innego kraju, a co innego życie tam. Nagle okazuje się, że trawa tylko wydaje się tam bardziej zielona 😉 Ale chyba najpiękniejsze w tych zestawieniach „gdzie jest lepiej? Tu czy tam?” jest to, że nigdzie w gruncie rzeczy nie jest lepiej. Jest po prostu inaczej. Fajnie opisujesz, czekam na kolejne części 🙂
    Podobne kontrasty zauważyłam w Tangerze. Z jednej strony osiedle wielkich domostw, a na starym mieście małe sklepiki czy zakłady szewskie mieściły się na dosłownie kilku metrach kwadratowych.
    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Ola

      Niestety, czasem te różnice są ciekawe, a czasem wręcz przerażające – widać na pierwszy rzut oka, że państwu na tych biednych zwyczajnie nie zależy i wykorzysta najbiedniejszego jak się tylko da :/ Jednak pod tym względem Polska i Turcja to niebo i ziemia, choć wiadomo istnieją też inne „za i przeciw”. Dziękuję za odwiedziny :*

  • W Turcji nie miałam jeszcze okazji być, ale lubię czytać o innych krajach, ich kulturze i odmienności. Każdy ma swoje „dziwactwa”, ale jak piszesz będąc tam, często przestajemy je widzieć 😉

    • Ola

      Czasami dobrze jest ich nie widzieć, serio 😀 Człowiek niepotrzebnie tylko się denerwuje, a mógłby przejść do porządku dziennego – ale chyba tak na obczyźnie nie da się z dnia na dzień do wszystkiego przyzwyczaić 😉 dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko z gorącego Izmiru:D

  • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    Nie mogę się już doczekać kolejnych części. Szczerze mówiąc czegoś takiego po Turcji się spodziewałam, w Polsce faktycznie ten kontrast jest mniejszy, przynajmniej w miastach…

    • Ola

      No właśnie, w porównaniu do Turcji, to wierz mi, ten kontrast praktycznie nie istnieje w Polsce. Wszyscy wyglądają prawie tak samo, domy i samochody też. Dopiero ostatnimi laty może różnice pomiędzy biedniejszymi i bogatszymi zaczęły się pogłębiać. Choć teraz mamy 500 +, więc może się zredukuje ;))) Żarcik, jakby co 😀

      • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

        Haha, bardzo prawdopodobne. 😉 Ciekawe, co się stanie, jak już nam się to 500+ wyczerpie. 🙂

        • Ola

          Haha, sądzę, że już niedługo się dowiemy ;))

  • Ewa Tarnowska

    Fakt w Polsce nie ma takich różnic społecznych i to jest duży plus tego kraju :)Te zdjęcia z Turcji są dobijające. Te rozwalające się domy na tle luksusowych budynków..

    • Ola

      No masakra, choć, co prawda, to zdjęcie pokazuje taki wybitny kontrast – w całym mieście aż tak często się czegoś takiego nie widzi, na szczęście. Niemniej różnice głębokie są. Dzielnice biedy i bogactwa istnieją i to raczej w każdym tureckim mieście.