Eurowizja vs. Turkowizja, czyli dlaczego Turcji nie ma na Eurowizji

Nie da się ukryć, że Turcy zwyczajnie kochają muzykę. Towarzyszy im wszędzie – w każdym barze, restauracji, autobusie i w domu przed telewizorem. W Polsce nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ludzie tak namiętnie oglądali kanały muzyczne, które w Turcji są za to niezwykle popularne. Nawet zwykłe kanały telewizji publicznej mają w swoim planie programy rozrywkowe z koncertami, muzyką i tańcem – i takie rzeczy można oglądać w tureckiej telewizji codziennie! A co z tak popularną w wielu krajach (także tych spoza starego kontynentu) Eurowizją? Turcy ją wręcz uwielbiali – ba! – wciąż ją kochają i narzekają, że nie mogą już oglądać konkursu na żadnym tureckim kanale.  

turkowizja

Kiedy turecka telewizja zdecydowała wycofać się z tego międzynarodowego show z pewnością był to potworny cios dla wielu tureckich fanów Eurowizji – w końcu Turcy już raz wygrali konkurs i byli jego organizatorami! Co w takim razie kierowało szefami TRT, że postanowili uczynić tak przerażający wielu krok? I dlaczego stworzyli Turkowizję – rywala europejskiego konkursu?

Oficjalnie Turcja zrezygnowała z udziału w Eurowizji już w 2013 roku. Turecka stacja TRT jako powód do odejścia z konkursu podała jego nowy regulamin – i nie da się ukryć, Turcy mają pewną dozę słuszności, bo nie jest to najsprawiedliwszy system. Przede wszystkim razi automatyczna kwalifikacja do finału Wielkiej Piątki, czyli przedstawicieli krajów będących założycielami Eurowizji – Francji, Hiszpanii, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch. Bo niby z jakiej przyczyny do finału mają przechodzić piosenki, które niekoniecznie podobają się widzom? Ha! Mogą być nawet najgorszymi gniotami – co przez ostatnie kilka lat pokazywała Wielka Brytania (na szczęście w 2015 roku już odbiła się od dna ;)).

Drugim mankamentem konkursu jest bardzo dziwny system głosowania. Za 50 procent głosów odpowiada jury, a dopiero kolejna połowa głosów pochodzi od widzów. Jedynym plusem jest to, że obie połowy głosów pokazywane są oddzielnie. Widzimy więc najpierw jak głosowało jury i na kogo głosy oddawała publiczność przed telewizorami. Zresztą w tegorocznej (2016) Eurowizji ten system prezentowania wyników glosowania mogłam spokojnie obejrzeć od A do Z. Przeraziło mnie przede wszystkim to, że głosy od jury były prezentowane dość długo – około 40 minut, natomiast punkty przydzielone przez telewidzów były pokazane na końcu i może trwało to niecałe 10 minut. Od razu widać kogo głosy mają być ważniejsze i jak bardzo szanuje się głosy osób, które przecież za każdy wysłany SMS musiały zapłacić! Nie dziwne więc, że z powodu zmiany regulaminu wiele wiernych fanów postanowiło zarzucić oglądanie Eurowizji i tak właśnie zrobiła między innymi turecka stacja.

Sırmalı - reprezentant Iraku na Turkowizji 2015 zd. z: turovizjon.tv
Sırmalı – reprezentant Iraku na Turkowizji 2015
zd. z: turovizjon.tv

Szybko jednak znaleziono sposób na to, jak ukoić smutek tureckich telewidzów spragnionych muzycznych potyczek na Eurowizji. Stworzono turecką wersję konkursu: Turkowizję. Reguły tego show dla ludów tureckich miały być proste. Przede wszystkim do konkursu mogą się zgłosić jedynie kraje, w których są jacyś przedstawiciele narodów tureckich i śpiewać w jednym z języków grupy turkijskiej (lub tureckiej, jak kto woli), czyli chociażby w języku tatarskim, azerskim i oczywiście tureckim. No i idąc tym tropem nawet polscy Tatarzy mogliby wziąć udział w Turkowizji i reprezentować Polskę na scenie wśród innych tureckich narodów.

Minusem Turkowizji jest jednak to, że Turcy niestety nie stworzyli (lub nie potrafili stworzyć) rzeczywiście oryginalnego konkursu. Raczej wzorowali się na Eurowizji i tylko trochę zmodyfikowali jej zasady. Niby warto uczyć się od lepszych, ale w przypadku tak sławnego rywala jak Eurowizja przydałaby się spora odmiana. Różnicą przede wszystkim jest to, o czym już wcześniej wspominałam, czyli że w Turkowizji mogą wziąć udział tylko piosenki, które wykonywane są w języku grupy języków tureckich. No i co jest zmianą zdecydowanie na plus – o wygranej w półfinale i finale decydują wyłącznie głosy telewidzów. O ironio, Turcy już w pierwszej edycji konkursu dali plamę. Z powodu problemów technicznych telewidzowie nie mogli głosować na swojego faworyta. Na poczekaniu jakieś „jury” musiało ogłosić zwycięzcę.

Co bardzo ciekawe – wygrany nie organizuje konkursu w swoim państwie. Turkowizja odbywa się w wybranym przez organizatorów mieście i w roku 2016 zostanie zorganizowana w Baku, stolicy Azerbejdżanu.

Czy Turkowizja (Türkvizyon Şarkı Yarışması) choćby w oczach Turków ma szansę konkurować z Eurowizją? Nie wiem, i mam co do tego duże wątpliwości, ale mam nadzieję, że obejrzę czwartą edycję konkursu w telewizji. Może nawet oddam głos na wybrany utwór. Poniżej wrzucam piosenkę “Kom bilet” Żijdeszy Idirisowej, która wygrała Turkowizję 2015. Jak sądzicie, czy może konkurować z tegoroczną zwyciężczynią Eurowizji – Dżamalą?   

 

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Ewa

    W sumie nie lubię Eurowizji, ale to co napisałaś jest bardzo ciekawe:)

    • Ola

      Oj tam, ja też nie jestem wielką fanką Eurowizji, ale w tym roku była całkiem ok 🙂