Z dala od Turcji: Chorwacja, Marušići

Dzisiejszy wpis nie będzie  w żadnym stopniu dotyczył Turcji – no, może od czasu do czasu jakaś uwaga mi się wypsnie, ale postaram się powstrzymać. W każdym razie na trzy tygodnie przed moim polsko-tureckim ślubem i weselem wybrałam się na dwa tygodnie do słonecznej Chorwacji. Co prawda prowodyrami do wyjazdu byli moi rodzice i nie dali mi możliwości wyboru, tylko od razu zarezerwowali domek na tyle osób, żebyśmy ja, moja siostra i brat mogli zabrać się razem z nimi.

Tuż po zakończeniu roku szkolnego pojechałyśmy z siostrą do naszego rodzinnego domu, gdzie już czekał na nas pełny bagażnik. Ledwo pomieściliśmy torby z moimi i siostry ubraniami. Dobrze, że nie jesteśmy z tych osób, które starają się upchać w małym bagażniku całą swoją garderobę. W każdym razie, nie minęła jeszcze godzina od naszego przybycia, a już na nowo siedziałyśmy w samochodzie i jechałyśmy w daleką drogę do Chorwacji.

Po drodze mijaliśmy wiele ciekawych miejsc, którym tylko przypatrywałam się z żalem, ale cóż, nasz kierowca nie był skłonny do zatrzymywania się. Jechaliśmy, zatrzymując się tylko na krótkie postoje, niecałe dwadzieścia godzin. Wyjątkową przerwą był postój już w Chorwacji, kiedy zatrzymaliśmy się, żeby nasz kierowca mógł chwilkę się przespać, a ja, moja mama, siostra i brat oglądaliśmy pamiętny mecz Polska – Szwajcaria.

Co prawda z początku nie sądziliśmy, że obejrzenie rozgrywki w ogóle będzie możliwe, ale chwilę po naszym przybyciu, inni polscy turyści zapytali o telewizor, który dość szybko został przyniesiony z zaplecza, zamontowany i włączony. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, bo nie spodziewaliśmy się, że ktoś mógłby na nasze prośby tak zareagować.

Innym pozytywnym zaskoczeniem były… Toitoie.

Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek zdarzy się, że będę bardziej chętna do skorzystania z toitoia niż z łazienki na stacji benzynowej. A jednak stało się. Ze względu na zmęczenie naszego kierowcy, zatrzymywaliśmy się praktycznie na każdym mijanym parkingu. Na prawie każdym z nich korzystaliśmy z toalety i dzieliliśmy się wrażeniami. Złymi lub bardzo złymi.

Już pod koniec trasy zdarzyło się, że na postoju nie mogliśmy w pierwszej chwili dojrzeć żadnej toalety i jedynym wyjściem z sytuacji pozostał toitoi. Ruszyłam do niego z obrzydzeniem, ale, o dziwo, okazało się, że to była najczystsza toaleta do jakiej dotychczas było mi dane zajrzeć. Może to kwestia tego, że wszyscy starają się unikać przenośnych wychodków i w końcu prawie nikt z nich nie korzysta?

Co ciekawe, później okazało się, że na tym postoju oczywiście była łazienka, ale po wejściu do niej moja siostra stwierdziła, że zdecydowanie lepszym pomysłem było skorzystanie z toitoia.

Byliśmy już skrajnie wyczerpani, kiedy wreszcie dotarliśmy do naszego celu: Marušići.

Jest to malutka, ale niezwykle urocza chorwacka mieścinka. W przeciwieństwie od mojej rodziny byłam w tym miejscu pierwszy raz i od początku Marušići podbiło moje serce. Pierwsze co ukazało się moim oczom, kiedy już dojeżdżaliśmy do wynajmowanego przez nas domku, był przepiękny krajobraz. Lazurowe morze i góry to niezwykłe połączenie. A w Marušići najlepsze jest to, że z jednej strony widzimy góry dość łagodne, zielone, a zaraz obok wysokie, strome. I wszystko to odbija się w tafli wody.

Nasz widoczek z balkonu :)
Nasz widoczek z balkonu 🙂

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, przywitali nas niezwykle gościnni właściciele. Poczęstowali nas słodkościami (którymi raczyłam się głównie ja) oraz raki (w tym gustował już tylko mój tata). Po powitaniu przy suto zastawionym stole, zostaliśmy oprowadzeni po naszym domku. Nie trwało to zbyt długo, bo moi rodzice znali już wcześniej to miejsce i właściciele ograniczyli się tylko do pokazania mi ślicznego widoku z balkonu, który rzeczywiście jest nieziemski. To morze i góry! Ach, tego się nie spodziewałam, mimo że wcześniej wiele czytałam o urokach Chorwacji.

Pyszny pączuszek <3
Pyszny pączuszek <3

Samo Marušići, jak już wcześniej wspominałam, jest dość małe. W sumie są tu wyłącznie letnie domki i wille, a w okolicy jest jeden malutki sklep i restauracja. Po większe zakupy trzeba więc wybrać się do Omiša, który oddalony jest od Marušići o dwanaście kilometrów, albo pojechać w przeciwnym kierunku – do Makarskiej oddalonej o dwadzieścia dwa kilometry.

Takie oddalenie od miasta ma oczywiście swoje plusy.

Nie ma takiego ścisku na plażach, które same w sobie nie mogłyby pomieścić zbyt wielu plażowiczów. Kąpieliska są dość skromnych rozmiarów, czasem ciężko nawet znaleźć miejsce na rozłożenie ręcznika. Mnie jednak kojarzą się z bardzo romantyczną i kameralną atmosferą. Żałuję, że nie ma ze mną mojego narzeczonego i nie możemy we dwoje obejrzeć zachodu słońca siedząc na kamienistej plaży.

W pierwszy dzień co prawda nie mieliśmy już siły na żadne wyjścia na plaże, bo na miejsce dojechaliśmy około godziny dwudziestej i byliśmy wyjątkowo wyczerpani podróżą. Jednak już na następny dzień z samego rana wyruszyliśmy na plażę. Niby nasz domek znajduje się blisko plaży i trzeba tylko zejść na nią po schodach, ale jakie to są schody! Szczerze, kiedy wracałam po nich na górę, to myślałam, że wyzionę ducha, ale na pewno nie dotrę z powrotem do domu. Musiałam zrobić sobie przerwę, żeby jakość sprostać dalszym stopniom. Coś czuję, że przez najbliższe dwa tygodnie, wchodzenie po tych schodach będzie dla mnie świetnym treningiem.

W Marušići ujęła mnie jeszcze jedna rzecz. Piękna roślinność. Widać, że mieszkańcy tej malutkiej wsi bardzo dbają o wygląd swoich ogródków i w ogóle muszą uwielbiać zieleń. Każdy z domków, mimo że każdy ma dość skromne podwórko i wydaje się, że panuje wszędzie dość duży ścisk, posiada piękny, zadbany ogród z ogromną ilością różnych kwiatów i winorośli. Nie brakuje również drzew oliwnych i pomidorów. Cudownie.

A teraz o minusach, w końcu na coś też trzeba ponarzekać! 😉

Otóż miejscowość, w której się znaleźliśmy ma tylko jeden sklep, restaurację i mały kościółek. Nie ma tutaj żadnych zabytków, ani nawet nie można wyruszyć nigdzie na spacer – no może, że po schodach na plażę. Kiedy dotrzemy do głównej drogi, nie uraczymy żadnego chodnika, ani nawet wystarczająco szerokiej ścieżki wzdłuż drogi, która pozwoliłaby na komfortową przechadzkę. Żeby wybrać się na spacer, trzeba byłoby podjechać gdzieś samochodem albo autobusem. Na szczęście przystanku w naszej mieścince nie zabrakło.

Pozdrawiam serdecznie ze słonecznej Chorwacji. Pogoda jest piękna i woda cieplutka. Ach, cudownie!

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Chorwację ciągle mam zamiar odwiedzić w bliżej nie określonym czasie. Dzięki Twojemu wpisowi wiem, że istnieją miejsca bez setek turystów, a ja takie miejsca uwielbiam. Muszę sobie zapisać tą miejscówkę 😀

    • Ola

      Tak, jest bardzo kameralnie i spokojnie. W ogóle okolice Omisa takie są, więc szczerze polecam 🙂

  • W tym roku byłam w Chorwacji pierwszy raz, co prawda w trochę innym rejonie (góry Velebit, niedaleko Zadaru), ale jestem zachwycona tym, co oferuje ten kraj 🙂 Uwielbiam góry, a jeszcze bardziej lubię, kiedy łączą się z wodą…
    Ale takich pączków jak Ty to nie jadłam 🙂
    Pozdrawiam!
    Agnieszka
    http://www.musmozolu.com

    • Ola

      Widzisz, to byłaś tak samo jak ja pierwszy raz. Już nie dziwię się, że tyle naszych rodaków tutaj przyjeżdża 🙂 Pączuszki są przepyszne, polecam na następny raz. Choć chyba wolę takie z odrobiną białego sera 😉

  • Uwielbiam takie mieścinki – przeważnie one mają niesamowitą atmosferę, jest kontakt z osobami mieszkającymi na stałe w takich miejscach, nie ma za dużo turystów – i to własnie tworzy najlepsze wakacje pod słońcem. Widok z okna – przepiekny! 🙂

    • Ola

      Prawda! I można sobie odpocząć od zgiełku miasta 🙂 a nawet jak się stęskni komuś za miastem to najbliższe jest te kilkanaście kilometrów dalej. Idealnie 🙂

  • W tym roku też planuję wybrać się do Chorwacji. Twój post jeszcze bardziej mnie do tego przekonał. Myślałam o Dubrovniku, ale teraz przemyśle Twój post a propo Marušići 🙂 Dzięki!

    • Ola

      Oj, nie wiem, czy Marusici może konkurować z Dubrovnikiem, ale oczywiście polecam – tu są prześliczne plaże!

  • Ewa

    Chorwacja rzeczywiście jest piękna. Widoki są niesamowite. Faktycznie jest tu bardzo dużo polskich turystów, co uważam za plus, bo czuje się jak w Polsce:)

    • Ola

      Haha, coś w tym jest 😀 nawet tutaj wszyscy nasi sąsiedzi to Polacy, menu w restauracjach po polsku – żyć nie umierać;)

  • Ewa

    Jeszcze nie byłam w tym kraju, ale muszę się kiedyś wybrać ?

    • Ola

      Koniecznie! Ja jestem pierwszy raz i żałuję, że nie byłam tutaj wcześniej 😉

  • Witaj 🙂 Dzięki, za częste odwiedziny na stronach mojego bloga. Widzę, że Chorwacja przypadła Ci do gustu 😉 Jak najbardziej zapraszam na wycieczkę do Bola. Jest co zwiedzać!
    Pozdrawiam ciepło.

    • Ola

      Odwiedzam Cię często, bo czytałam czytałam, a kiedy zaczęłam także pisać i mam swoje konto, to zaczęłam też komentować 🙂 Lubię Twojego bloga 🙂 A Chorwacja rzeczywiście jest super!

  • Ale fantastycznie – już myślałam, że zrobiliście sobie podróż przedślubną. 😉 Zdjęcia są niesamowite a na żywo krajobrazy robią pewnie dużo lepsze wrażenia. Wiele dobrego słyszałam o Chorwacji, chyba nie ma osoby, która nie byłaby nią zachwycona. Wypoczywaj i ładuj baterie! 🙂

    • Ola

      Haha, fajnie byłoby w taką podróż się wybrać, ale narazie to tylko podróż „panieńska” 😉 Dziękuję bardzo, a Chorwacja rzeczywiście jest cudowna :*