Z dala od Turcji: kilka godzin w Bergamo

Jeszcze do niedawna nie lubiłam lotów z przesiadką. A już całkiem nie cierpiałam czekania po kilka, albo nawet kilkanaście, godzin na lotnisku. Nigdy nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Chodziłam po sklepach bez celu, patrzyłam jakie jedzenie oferują lotniskowe restauracje i koszmarnie się nudziłam. Dopiero siostra uświadomiła mi, że w trakcie oczekiwania na kolejny lot mogłabym spróbować wyjść z lotniska i zobaczyć, czy czegoś w jego pobliżu nie ma. I nagle doznałam oświecenia. Po co siedzę na wypucowanym lotnisku, skoro mogę wyjść na świeże powietrze? 

Zaczęłam więc kupować bilety z przesiadką, ale też wystarczająco długim czasem oczekiwania. Miejsce przesiadki musi się też znajdować w miejscu, skąd łatwo dojechać do interesującej mnie części miasta. Pierwszy raz na taki krótki wypad na miasto zdecydowałam się w Atenach. Miałam sporo czasu(osiem godzin), pogoda była wspaniała i naprawdę dobrze się bawiłam. Inaczej jednak było w Bergamo.

Niestety, na spacer w tym uroczym mieście miałam tylko pięć godzin. Wydawałoby się, że to całkiem sporo, ale wystarczy jedna drobna przeszkoda, żeby cała wycieczka legła w gruzach. No i tak się złożyło właśnie w moim przypadku.

Najpierw nasz samolot przyleciał z opóźnieniem. No cóż, zdarza się. Potem, gdy już wyszłam z samolotu i odebrałam swój bagaż na lotniku, uświadomiłam sobie, że zostawiłam paszport w kieszeni samolotowego fotela. Na szczęście dostrzegłam to od razu, więc szybko udałam się do punktu dla ofiar ginących bagaży. I trzeba było poczekać. Czas uciekał, mój paszport wracał do mnie niemiłosiernie długo. W tym czasie przeszłam się do punktu informacji turystycznej, gdzie kupiłam bilet dobowy komunikacji miejskiej Bergamo oraz wzięłam ulotkę z mapką miasta. Poszłam do łazienki. Pooglądałam sklepowe wystawy. Wypiłam herbatę i poszłam odebrać paszport. Na szczęście już na mnie czekał.

Mogłam więc już się udać do przechowalni bagażu. Wlokłam ze sobą ciężką walizkę, laptopa i swoją, niewiele lżejszą od walizki, torbę, więc zostawienie tego wszystkiego w przechowalni wydawało mi się niezbędne. Szkoda, że pozostawienie ciężkich bagaży było tak samo ważne dla kilkudziesięciu osób stojących w potwornie długiej kolejce do przechowalni. Chwilę postałam wśród tłumu, łudząc się, że kolejka będzie sprawnie iść do przodu, ale po kilkunastu minutach stania w miejscu zrezygnowałam.

Poszłam więc z całym tym majdanem do autobusu miejskiego i z satysfakcją skasowałam swój dobowy bilet. Zostały mi już tylko niecałe cztery godziny.

Na początku trasy Bergamo wydawało mi się bardzo swojskie. Może nawet trochę zbyt podobne do Polski. To wrażenie jeszcze bardziej podkreślał dialog trójki polskich turystów. Panowie widocznie też wybrali się z lotniska na zwiedzanie miasta, ale przez większość czasu wypatrywali wśród budynków jakiegoś dogodnego dla nich miejsca na zjedzenie obiadu. Dość długo się wahali i dopiero wielki szyld z kebabem zachęcił ich do wyjścia z autobusu.

Ja nie skorzystałam z okazji i pojechałam dalej z coraz większym zadowoleniem przypatrując się mijanej okolicy. Zauroczyło mnie w Bergami to, co jest raczej niespotykane w Polsce, że nawet nowe budynki, zwykłe bloki, mają w swojej bryle trochę fantazji i szaleństwa. I nie jest to pozbawione smaku! Niestety w Turcji też możemy spotkać wiele fantazji i szaleństwa w architekturze, ale w kwestii smaku jest dość ubogo.

Na szczęście autobus z lotniska jechał prosto do zabytkowej części Bergamo – Citta Alta. Kiedy planowałam swoją wycieczkę, to bardzo chciałam część drogi do starego miasta pokonać pieszo, ale, niestety, pokonało mnie kolejne zrządzenie losu. Nad Bergamo zawisły gęste chmury i zaczął padać deszcz. Postanowiłam więc dojechać do końca trasy i stamtąd już wybrać się na krótki spacer.

Nie miałam parasola, za to kilka bagaży u boku i mapę. Na zadaszonym przystanku dokładnie przyjrzałam się wyznaczonej trasie i wyszłam na deszcz. Zobaczcie co udało mi się sfotografować zanim wróciłam na lotnisko :))

jesienne-bergamo-2

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • No i masz babo placek… Jak sobie coś ładnie zaplanujesz to los lubi płatać figle. Dobrze, że zorientowałaś się, że zostawiłaś ten paszport. Swoją drogą – co Cię podkusiło, żeby go tam wkładać;p

    • Ola

      Ej no, zawsze go tam wkładam 😀 jakoś tak mnie kusi ta kieszonka. Co najlepsze miałam tam jeszcze dwa bilety i telefon, a tylko paszport zostawiłam :)))

  • Przepięknie. 🙂 Już pisałam, że uważam, że to super pomysł na mini-zwiedzanie zamiast nudy na lotnisku. Ale z tym paszportem to dobrze, że zauważyłaś od razu… Ja jestem taką panikarą, że piętnaście razy sprawdzam, czy wszystko mam. 🙂

    • Ola

      Ja mam tendencję do zostawiania rzeczy w przeróżnych miejscach i często zauważam to chwilę po fakcie 🙂 często mam poczucie, że może czegoś brakuje, nawet jeśli wzięłam wszystko 😀

  • Ewa Tarnowska

    Dość długo się wahali i dopiero wielki szyld z kebabem zachęcił ich do wyjścia z autobusu. – najlepsze zdanie:D

    • Ola

      No niestety, taka była prawda ;D Na nic innego się nie skusili 😉

  • wiesz, że podziwiam…ja chyba bym się poddała już w kolejce do przechowalni bagażu, a Ty z tym wszystkim ruszyłaś w trasę i jeszcze nie miałaś problemu z deszczem 🙂 super 🙂

    • Ola

      Oj tam 😉 Jak już sobie coś ustalę, to mnie niewiele powstrzyma, ale co się namęczyłam z tachaniem tego bagażu, to moje 😀