Z dala od Turcji: Kilka godzin w Atenach

Rzadko zdarzają się tak tanie loty jak przelot z Krakowa do Izmiru za dwieście pięćdziesiąt złotych. Co prawda jest to lot z przesiadką, ale, niestety, bezpośrednich do Izmiru jeszcze nie ma w ofercie żadnych linii lotniczych (przynajmniej nie z Polski). Leciałam więc przez Ateny, a w stolicy Grecji miałam przeczekać całe dziewięć godzin.

IMG_20160816_151503116_HDR

Na początku stwierdziłam, że zaopatrzę się w swój czytnik, jakieś przekąski i napoje i spokojnie te dziewięć godzin przepędzę na lotnisku. Dopiero moja siostra, kiedy powiedziałam jej o tak niskiej cenie biletów do Izmiru, uświadomiła mi, że przecież mogę ten czas spędzić zwiedzając Ateny.

Doznałam oświecenia. Zaczęłam przeglądać wszelkie dostępne w Internecie informacje na temat Aten i ustaliłam wstępny plan swojej króciutkiej podróży. Miałam go potem zweryfikować już w samym mieście.

Jedną z najważniejszych informacji była możliwość dojazdu do historycznego centrum Aten. Na szczęście z lotniska bez problemu można dostać się do metra. Najpierw trzeba kierować się znakami prowadzącymi do wyjścia, a już przy samych drzwiach znajdują się znaki wskazujące drogę do metra i podmiejskiej kolejki.

Trzeba pamiętać, że kolej i metro mają ten sam budynek. W pierwszej chwili, kiedy doszłam do dworca, byłam bardzo zmieszana. Wydawało mi się, że nie trafiłam na stację metra i już chciałam się wracać do lotniska. Na szczęście, obok mapy trasy kolei podmiejskiej dostrzegłam podobną, ale ze stacjami metra. Kupiłam więc bilet w automacie: cały bilet z lotniska kosztuje dziesięć euro, a bilet w dwie strony (ważny 48 godzin) osiemnaście euro.

Z lotniska do centrum Aten jedzie się dość długo – ponad czterdzieści minut. Część trasy pociąg pokonuje na powierzchni, a resztę pod ziemią. Można więc przez kilkanaście minut obserwować miasto przez okno.

Jednak równie ważnym problemem był dla mnie bagaż. W samolocie mogłam mieć tylko bagaż podręczny, dlatego zabrałam ze sobą prawie dziesięć kilogramów przeróżnych rzeczy (głównie ubrań). Wszystko spakowałam w duży plecak, więc miałam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakąś przechowalnię bagażu. W Internecie czytałam również o skrytkach na kilku stacjach metra, również na Monastiraki, skąd miałam rozpocząć zwiedzanie.

Jak zawsze, nie mogło być tak kolorowo, jak sobie człowiek wymarzy i wylądowałam ze swoim plecakiem przy szafkach, z których absolutnie żadna nie działała. Od razu podniosło mi się ciśnienie, bo jakim cudem wszystkie z jakichś dwudziestu skrytek mogły być zepsute?

Widać los chciał mnie udręczyć i nie pozostało mi nic innego, jak dreptać po mieście z dziesięciokilogramowym ładunkiem na plecach. Na szczęście kieszenie spodni były wystarczająco przepastne, że mogłam włożyć do nich portfel, telefon i paszport, bo inaczej nie wiem, czy odważyłabym się chodzić ze wszystkimi cennymi rzeczami w plecaku. Ateny na pierwszy rzut oka nie wydawały mi się dość bezpieczne.

W ogóle w pierwszej chwili stolica Grecji wydawała mi się potwornie BRUDNA. Wszędzie walają się śmieci, prawie na każdym budynku są jakieś napisy, a budynki wyglądem nie przystają do siebie nawzajem, a już w szczególności do tych zabytkowych. Panuje jeden wielki nieład i, choć czasem ma to swój urok, raczej Ateny nie są moją miłością od pierwszego wejrzenia.

IMG_20160816_183035753_HDR

Na placu Monastiraki, gdzie wyszłam z metra, zwróciłam uwagę na maleńki kościółek Pantanassa i osmański meczet Tzistarakis. Oczywiście, ten drugi budynek już nie spełnia swojej pierwotnej funkcji. Obecnie mieści się w nim Muzeum Greckiej Sztuki Ludowej.

IMG_20160816_164920387
Kościół Pantanassa
IMG_20160816_164850496
Meczet Tzistarakis

Wszędzie czytałam, że Akropol widać od razu z placu jak na dłoni i rzeczywiście – wzgórze widać w tle na zdjęciach meczetu. Tylko jakoś nie chciało mi się wierzyć, że wejście tam może zająć niewiele czasu. Kiedy patrzyłam na zdjęcia, całe Ateny wydawały mi się spore, a wszystkie, szczególnie starożytne, budynki dość monumentalne. Jak bardzo się myliłam przekonałam się po przejściu już kilkudziesięciu metrów – miałam wrażenie, że każda z największych atrakcji Aten znajduje się tuż obok siebie i dosłownie szło się z jednego takiego miejsca do drugiego. Szkoda, że nie wierzyłam w ich dość bliskie położenie względem siebie, a w działające na stacji metra skrytki na bagaże tak. No cóż, mój błąd.

Z placu Monastiraki przeszłam do Biblioteki Hadriana. Niestety, nie można było wejść na podwórze w pobliżu zabytku, bo turyści wpuszczani są tylko do godziny piętnastej (haha).  Niemniej uważam, że oględziny zza krat były zdecydowanie wystarczające.

Podobnie było z Wieżą Wiatrów oraz Rzymską Agorą. Powiedziałabym nawet, że w przypadku, jeżeli miałabym płacić jedynie za bliższe przyjrzenie się tym budowlom, to byłaby to chyba strata pieniędzy.

IMG_20160816_170256918
Wieża Wiatrów i koci turysta

Inaczej ma się to oczywiście z wejściem na Akropol. Tam już musimy pójść i nie zdołamy zobaczyć wszystkiego z zewnątrz. Za normalny bilet wejściowy na Akropol i Teatr Dionizosa zapłaciłam 20 euro. Niestety, nie widziałam wspominanych na wielu blogach biletów, w których cenie mogłabym zobaczyć więcej starożytnych atrakcji. W każdym razie zwiedzać Akropol można nawet do dwudziestej.

IMG_20160816_174549223IMG_20160816_174909064IMG_20160816_174212947

Blisko kasy z biletami znajduje się też darmowa przechowalnia bagażu. Nie przeżyłam w Atenach piękniejszych chwil od tej, kiedy mogłam zdjąć dziesięć kilo z pleców i ruszyć w kierunku Akropolu. Mimo wielu turystów i palącego słońca, to i tak trzeba przyznać, że to wzgórze robi wrażenie. Mogłam tam spędzić sporo czasu, więc co chwila przysiadałam gdzieś w cieniu i obserwowałam jak wygląda starożytna spuścizna na tle współczesnych Aten.

IMG_20160816_173348402IMG_20160816_180047482_HDR

Później, kiedy już słońce trochę opadło, postanowiłam pospacerować po wąskich uliczkach dzielnic Plaki i Monastiraki.

IMG_20160816_181538261_HDR

Ale co by tu zjeść?

Przeróżne restauracyjki i kawiarnie w greckim klimacie przyciągały co chwila mój wzrok, ale na spróbowanie tamtejszej kuchni zdecydowałam się dopiero w The Greco’s Project na placu Monastiraki. Niestety, jak mogłam się spodziewać, większość dań nie była wegetariańska. W sumie mogłam pozwolić sobie jedynie na przystawki i sałatki, ale przyznaję, że miałam dość spory wybór.

Zdecydowałam się jednak zawierzyć propozycji kelnera i spróbowałam dwóch pysznych dań: zapiekanych papryk z serem oraz ntakos ze świeżymi pomidorami, serem mizithra i kritamo (po polsku solirodem, choć to też niewiele mi mówi ;)).

Oba dania były całkiem dobre, ale nie wiem, czy zdecydowałabym się na ich zakup jeszcze raz.

Wiadomo, że w ciągu tych kilku godzin nie mogłam zobaczyć wiele. Gdybym miała możliwość, pewnie zostałabym w Grecji na dłużej i przyjrzałabym się innym dzielnicom Aten, także w nocy. To pierwsze wrażenie, z jednej strony negatywne, bo miasto wydaje się niezadbane, a z drugiej strony pozytywne, ze względu na klimatyczne alejki, ciekawe knajpki i ogrom zabytków, pozwala mi tylko na stwierdzenie, że na wystawienie jakiejkolwiek opinii o tym mieście potrzebuje zdecydowanie więcej czasu niż kilka godzin szybkiego spaceru 🙂

IMG_20160816_164935264_HDR

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Niemożliwe – przeczytałam i nie skomentowałam? Już nadrabiam! 🙂

    Podziwiam Twoją determinację, kilka godzin wędrówki w cieple, słońcu i z ciężkim plecakiem to jednak wyzwanie. Mimo to super, że wykorzystałaś pobyt w Atenach na zwiedzanie – mam nadzieję, że wrócisz tam za jakiś czas na dłużej. 🙂 Ja z kolei wolałabym chyba jakąś grecką plażę i przepyszną sałatkę grecką… ach… rozmarzyłam się. Dobrze, że chociaż sałatkę mogę zrobić w Polsce. 🙂

    • Ola

      Ja ostatnio strasznie cierpię, bo w Turcji blokuje mi wejścia na blogi z telefonu 🙁 Muszę zawsze przy komputerze czytać i komentować. Znam więc ten ból, mam tyle do nadrobienia, że szoooook! Wymęczyłam się wtedy strasznie, teraz jak o tym myślę, to aż mi się słabo robi 😉 Zdecydowanie wolę polską pogodę!

  • ewur

    A ile było stopni??? Mogłaś się zapytać czy nie ma gdzieś innych schowków:P Akropol wygląda fajnie szczególnie widok:P

    • Ola

      Dużo xD W sumie to nawet nie wiem, ale na moje oko z 50 😛 A tak serio, to chyba koło 35. A co do tych schowków, to nie chciałam tracić czasu na szukanie innych. Bałam się, że potem nie zdążę zobaczyć tego, co chciałam 🙂