10 rzeczy, które zdziwiły mnie w Turcji, cz. 4: Tradycja ponad wszystko

We wcześniejszym wpisie z tej serii pisałam o tureckiej miłości do kraju – prawie nacjonalizmie. Wspomniałam, że nie tyczy się to tylko samej historii i polityki, ale także kultury. Tutaj chciałabym rozwinąć tę myśl w podobnym, ale jednak trochę innym kierunku. Dzisiejszy wpis chcę poświęcić tureckiemu uwielbieniu tradycji związanej głównie z tureckim folklorem.

Ta duma z regionalnych tańców, muzyki, obrzędów i innych elementów kultury ludowej jest czymś, czego najzwyczajniej w świecie Turkom zazdroszczę. Nie mogę wręcz wyjść z podziwu, że turecki folklor nie jest jedynie pokazywany na rzadkich pokazach dla nielicznej publiczności lub funkcjonuje tylko w muzeum etnograficznym, ale rzeczywiście jest prawdziwym, żywym elementem ludowej i nawet miejskiej kultury.

Gdybym jednak chciała opisać w tym jednym wpisie wszystkie takie rzeczy, to chyba powstałaby z tego książka :)) To zamiłowanie do tradycji objawia się w tak różnych sferach, że nie sposób ich wszystkich tutaj wymienić, choć chyba na pierwszy plan wysuwa się turecka muzyka. Mnie jednak słoń na ucho nadepnął i o muzyce raczej nie potrafiłabym pisać, więc dzisiaj chcę wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie wyjątkowo urzekła:

Szalone i smutne tańce

Mój mąż na długo przed naszym ślubem mówił mi, że na weselu jak każdy prawdziwy mężczyzna z regionu Morza Egejskiego musi zatańczyć zeybek lub inaczej harmandali. Choć z jego strony ten pomysł z tańcem był wyłącznie żartem, bo raczej nie jest typem podrywającym się z krzesła na dźwięk muzyki, to rzeczywiście już na kilku weselach widziałam mężczyzn tańczących zeybek. A na ilu weselnych wideo znajomych i przyjaciół królika! Tego już chyba nie zliczę… 

Poniżej wrzucam filmik, na pan młody i jego ojciec tańczą zeybek na weselu. Rzucanie pieniędzy przez gości przypomina mi trochę polskie weselne zbieranie na wózek. Zwróćcie jeszcze uwagę na ubrania – jak widać, strój dowolny :)) 

Jednak przede wszystkim chciałam Wam tutaj opowiedzieć historię tego tańca, albo raczej o tym, co znaczą jego kroki i figury.

Wszystko zaczyna się od politycznych zawirowań, które spowodowały ograniczenia sprzedaży tytoniu. Ludność wiejska regionu egejskiego, która zajmowała się w tym czasie właśnie uprawą i handlem tą używką na szeroką skalę, nie mogła znieść takiej nagłej zmiany. Wielu mężczyzn, chcących najzwyczajniej w świecie mieć z czego utrzymać rodzinę, postanowiło przenieść się w górzyste tereny, żeby tam móc prowadzić rozbójnicze życie.

Historię tańca rozpoczyna dzień, w którym jeden z bandytów dowiaduje się, że wkrótce w jego rodzinnej wiosce ma odbyć się ślub jego siostry. Choć inni mężczyźni próbują go powstrzymać, rozbójnik i tak wyjeżdża do wioski, żeby zatańczyć na weselu. Słuchy o jego przyjeździe docierają jednak również do żandarmerii. Na drodze prowadzącej do wsi w dzień wesela czeka więc na przybywającego straż, która ma go pojmać lub zabić.

Rozbójnik jednak nie daje się tak łatwo pokonać. Kilkoma strzałami zabija wszystkich nieudolnych żandarmów, ale sam także, o zgrozo, zostaje raniony. Nie powstrzymuje go to jednak. Zakrywa krwawiące rany suchą trawą i liśćmi, dosiada konia i triumfalnie wjeżdża do wioski.

Jest bardzo osłabiony, ledwo trzyma się na nogach, ale chce zrobić to, co obiecał. Zatańczy na siostrzanym weselu! Rozkłada więc ręce na boki i bardzo, bardzo powoli rusza do tańca. Nie dotrzymuje jednak kroku muzyce. Tańczy powoli, słania się, upada na kolano i wstaje. Ale ciągle tańczy :))

Choć nie wszyscy, którzy zabierają się za harmandali, znają jego historię, pewne jest, że to bardzo popularny w regionie morza egejskiego, tańczony do dziś, weselny taniec. Ba! Sam Atatürk tak tańczył!

tradycja    

Zeybek to tylko jeden regionalny taniec, którego tradycja żywa jest do dziś. Ale Turcja nie składa się tylko z regionu egejskiego, dlatego inne regiony też mają swoją muzykę i własne ludowe pląsy. Mam nadzieję, że te inne tańce też uda mi się kiedyś zobaczyć w wykonaniu zwykłych Turków, chociażby na wiejskim weselu. Co ja w ogóle mówię! Jakie zobaczyć? Ja muszę je również zatańczyć! 

Dodam również, że choć czasem irytuje mnie to uwielbienie Turków dla własnej kultury, bo często jest bezkrytyczne i przesadne, to i tak bardzo im tego zazdroszczę. Bo z pewnością lepsze jest chwalenie się na prawo i lewo niż zaniżanie własnego dorobku kulturowego, co, niestety, jest nagminne w Polsce. 

A Wam jak się podoba taki żywy folklor? Chcielibyście, tak jak ja, więcej ludowej tradycji na co dzień? ;)) 

The following two tabs change content below.
Mam na imię Ola. Mieszkam w Stambule. Uwielbiam rozglądać się i pokazywać innym rzeczy, które uważam za ciekawe. Dlatego powstał ten blog, który tworzę ze swoim ukochanym mężem 🙂 Jeżeli chcesz się skontaktować, pisz śmiało na adres: ola@whattoseeinturkey.com
  • Już wcześniej o tym tańcu słyszałam ale po raz pierwszy u Ciebie czytam jego historię. Wytrwały rozbójnik, mimo ran kuśtykał i stworzył całą tradycję. Kobiety tańczyć chyba też mogą?

    • Ola

      Ten taniec jest teoretycznie tylko dla mężczyzn 🙂 Choć jeżeli jakaś kobieta się uprze, to i zeybek zatańczy, ale ja jeszcze takich rzeczy nie widziałam.

  • Ciekawa historia tego tańca. Jednakże ja osobiście nie jestem miłośnikiem ani tańca ani tradycji ludowych 😀 Pozdrawiam

    • Ola

      Oj tam, tańce ludowe są super, a jeszcze lepiej po prostu tańczyć do regionalnej, skocznej muzyki 🙂 Musisz spróbować 🙂

  • Wow, nie znałam historii tego tańca. Bardzo ciekawe i rzeczywiście – zaskakujące 😉

    • Ola

      No to teraz już znasz 🙂 Turcy uwielbiają takie dramatyczne historie!

  • Niesamowite – i bardzo smutna historia. Ciekawe, że ta opowieść u Turków przerodziła się w taniec. W Polsce raczej układamy pieśni albo wiersze, niekoniecznie tańczymy nasze legendy, prawda?
    Chciałabym więcej takiej tradycji na co dzień. Smucą mnie anglicyzmy, choć sama ich używam, smuci mnie to, że wiele zwyczajów zanika, a stajemy się przez to tacy bardziej… nijacy. Jestem z naszej tradycji bardzo dumna, chyba nawet do znudzenia – pewnie moi znajomi spoza Polski mają dosyć. 🙂

    • Ola

      Znaki globalizacji, niestety, choć i tak zawsze ten jakiś krajowy koloryt zostaje 🙂 W szkole językowej, do której teraz chodzę nauczyciele mówią, że Polacy zawsze wyróżniają się gadulstwem, wybuchami śmiechu, niezrozumiałą dla innych ironią i własnym zdaniem na każdy temat – więc jednak są jakieś narodowe cechy (pewnie z ogromem wyjątków), które nas wyróżniają 🙂 Choć sama też chciałabym więcej zachowanej kultury ludowej, regionalnej, bo to jest przecież coś, co możemy pokazać innym 🙂

      • Cóż, jak tak o sobie pomyślę to na pewno mam te cechy. 🙂

  • Gdy kilka dobrych lat temu byliśmy w Turcji to przypadkowo natknęliśmy się na wesele…właśnie zaskoczyła mnie ta dowolność stroju, a co do tanca…wygląda dość ciekawie, zastanawia mnie na tym video to tanczy Pan Młody z ojcem? 😉 i te pieniądze to nie dla Pary Młodej? 😉 Bo tam jakiś chłopak je zbiera 😉

    • Ola

      Pewnie zbiera właśnie dla pary, żeby nic tam nie zginęło przypadkiem 🙂 a tańczy właśnie pan młody z ojcem. Jak widać nawet ojciec nie ma na weselu syna zbyt oficjalnego stroju – choć oczywiście zdarzają się takie imprezy, że kobiety są ubrane jak na bal 🙂